Wydanie internetoweAzja

Ojciec wybrał, naród głosował

Piotr Mutrynowski, Leszek Janasik (zdjęcia)Azerbejdżan
Ojciec wybrał, naród głosował

Dwa państwa Południowego Kaukazu dokonały zmiany swoich władz. W obu krajach zaczęło się od sfałszowania wyborów. W Gruzji ludzie wyszli na ulicę i obalili dotychczasowe władze. W Azerbejdżanie ludzie też wyszli na ulicę i władza brutalnie odebrała im nadzieję.

Mapa trasy: Ojciec wybrał, naród głosował
Mapa trasy

Współczesny Azerbejdżan

Azerbejdżan, była radziecka republika jest, kojarzy się powszechnie z wydobyciem ropy naftowej. Jak duże ma znaczenie ten surowiec, najlepiej obrazuje historia stolicy państwa - Baku. Miasto to nie odgrywało większej roli w regionie, aż do końca XIX w., kiedy to rozpoczął się boom naftowy, porównywalny ze słynną „gorączką złota" w USA. W 1872 roku prywatyzacja przemysłu naftowego stworzyła z Baku prawdziwe Eldorado. Praktycznie każdy mógł tu się krótkim czasie stać milionerem. Przybywali tu nie tylko Azerowie - też Rosjanie, Żydzi, Ormianie, Persowie, Niemcy, Francuzi, Amerykanie... Liczby mówią same za siebie. W 1874 roku Baku liczyło 16 tysięcy mieszkańców. W 1905 roku żyło tu już prawie 210 tysięcy ludzi - trzynastokrotnie więcej. Wydobycie azerskiej ropy naftowej wzrosło w tym okresie z nieco ponad 60 ton na dzień do 32.000 ton na dzień. Na początku XX wieku połowa światowego wydobycia ropy naftowej pochodziła z okolic Baku.

Współcześnie w Baku mieszka tu prawie 2 miliony ludzi. Od końca XIX w. Jedno nie uległo zmianie - nadal „czarne złoto" jest główną przyczyną zainteresowania wielkiego świata tym odległym regionem.

Powstanie niezależnego państwa azerskiego wiąże się z rozpadem ZSRR w 1991 roku, kiedy to Azerbejdżan, podobnie jak wiele innych republik związkowych, ogłosił niepodległość. Lata poprzedzające to wydarzenie, jak również początki funkcjonowania młodego państwa stoją pod znakiem nigdy nie wypowiedzianej wojny z Armenią o Nagorno-Karabach. Te tradycyjnie azerskie ziemie od czasów carskiej Rosji zaczęły być systematycznie zasiedlane przez chrześcijańskich Ormian, którzy współcześnie stanowią tam zdecydowaną większość. W lutym 1988 Ormianie zaczęli przejmować kontrolę nad tym terytorium, co stało się początkiem 5-letniego konfliktu zbrojnego. Wojna zakończyła się sukcesem Armenii, której wojska do dziś zajmują nie tylko Nagorno-Karabach, ale i przygraniczne tereny etnicznie azerskie. Waśnie narodowościowe były skrzętnie wykorzystywane przez ówczesne władze radzieckie, wspierające stronę armeńską. Jeden z najkrwawszych epizodów tych rozgrywek miał miejsce 20 stycznia 1990 roku w Baku w trakcie interwencji wojsk radzieckich. Jej oficjalnym powodem były rozruchy antyarmeńskie w Sumgaicie. Armia radziecka pojawiła się ponad tydzień później, gdy sytuacja była już spokojna i nie w Sumgaicie a w Baku, gdzie do żadnych rozruchów antyormiańskich nie dochodziło. Wjeżdżającym do miasta wojskom próbowały zagrodzić drogę tysiące mieszkańców miasta. Wysłane przez ówczesnego idola zachodnich demokracji Michaiła Gorbaczowa czołgi dosłownie zmasakrowały nieuzbrojonych cywilów. Według minimalnych szacunków zginęło ponad 130 osób, jednak w rzeczywistości ofiar mogło być wielokrotnie więcej.

Niespokojne czasy nie sprzyjały stabilizacji politycznej. Pierwszy, pokomunistyczny prezydent Azerbejdżanu został szybko zmuszony do ustąpienia. Jego miejsce zajął wybrany w powszechnych wyborach Elchibey. Jego rządy trwały rok, musiał ustąpić po serii zbrojnych zamieszek. Wtedy na scenie pojawił się główny aktor - Heidar Alijev.

Heidar Alijew był pierwszym w historii członkiem radzieckiego politbiura pochodzenia tureckiego (Azerowie należą do tureckiej grupy etnicznej). Wczasach sowieckich był I Sekretarzem azesrksiej partii komunistycznej. Do władzy w niepodległym Azerbejdżanie doszedł w wyniku puczu wojskowego przeprowadzonego w czerwcu 1992 roku przez płk. Hussejnowa (późniejszego premiera). W przeprowadzonych 4 miesiące później wyborach uzyskał oficjalnie 98,8% głosów. Ponownie prezydentem został w zbojkotowanych przez opozycję wyborach w 1998 roku. Tuż przed październikowymi wyborami stan jego zdrowia radykalnie się pogorszył. Wyjechał na leczenie do Stanów Zjednoczonych, skąd po pewnym czasie został przetransportowany do Turcji. Od paru miesięcy nikt go nie widział publicznie. Niektórzy podejrzewają, że nie żyje. W nowej sytuacji do wyborów został zgłoszony syn Heidara - Ilham, pełniący dotychczas funkcje premiera.

Jak fałszowano wybory

Z ramienia IDEE (Instytut for Demokracy in Eastern Europe) w ramach misji OBWE w obserwacji przebiegu wyborów uczestniczyło 186 obserwatorów z Europy Wschodniej, w tym 16-osobowa grupa z Polski. Ich obserwacje, a w szczególności oficjalny raport grupy polskiej, posłużyły za podstawę zaprezentowanej poniżej próby kompleksowej rekonstrukcji nieprawidłowości procesu wyborczego. Do każdego w okręgów zostało przydzielonych dwóch obserwatorów z IDEE (w niektórych przypadkach jeden). Każdy z okręgów dzielił się na obwody (przeciętnie około 30). Głosowanie odbywało się w komisjach obwodowych na podstawie sporządzonych wcześniej list wyborców. Po zamknięciu lokali komisje obwodowe powinny rozpieczętować urny, przeliczyć głosy a następnie sporządzić protokoły z wynikami głosowania. Obserwatorzy, którzy w trakcie dnia odwiedzali kolejne komisje obwodowe od 19 pozostawali w jednej z nich. Po zakończeniu liczenia przejeżdżali do komisji okręgowej. Trafiały tam protokoły komisji obwodowych, które następnie sumowano i sporządzano zbiorczy protokół z wynikami głosowania w danym okręgu. Protokoły okręgowe powinny następnie trafiać do komisji ogólnokrajowej i po zsumowaniu stanowić podstawę ogłoszenia oficjalnych wyników wyborów.

Fałszowanie wyborów rozpoczęło się na długo przed oficjalnym rozpoczęciem głosowania. Możliwością do tego było sporządzanie list wyborczych. Spisy wyborców były wystawiane do wglądu w poszczególnych obwodach na 2 dni przed głosowaniem. Z zebranych relacji nie wynika aby występowały na nich znaczące braki. Zupełnie inaczej sytuacja wyglądała w dniu wyborów. Prawie we wszystkich komisjach obwodowych obserwatorzy napotykali ludzi, którzy nie mogli odnaleźć swoich nazwisk w spisach. Większość z nich zapewniała, że ich nazwiska znajdowały się na listach publikowanych przed wyborami. To właśnie Ci ludzie tworzyli tłok w punktach wyborczych, który tak zaskoczył większość rozpoczynających pracę obserwatorów. Wielu z tych wyborców po dłuższych lub krótszych kłótniach rezygnowała z głosowania. Zgodnie z ordynacją nikt nie mógł zostać dopisany do listy wyborców bez specjalnego dokumentu wystawianego przez sąd właściwy dla danego okręgu. Bardziej wytrwali udawali się do sądów po stosowne zaświadczenia. Uzyskanie go graniczyło jednak z cudem. Przed pracującymi sądami kłębiły się setki ludzi. Jeden z odwiedzonych przez obserwatorów sądów już w południe zarejestrował ponad 1000 skarg osób wpisanych na listy uprawnionych do głosowania. Sytuacja taka miała miejsce w sądach pracujących, jednak wiele z nich po prostu było zamknięte. Regułą był, że najwięcej wyborców „znikało" z list w okręgach o silnych wpływach opozycji. Skala zjawiska była dość duża - szacuje się, że w niektórych obwodach z list mogło zniknąć nawet do 30% uprawnionych. Ani razu nie zdarzyło się aby osoba której brakowało na liście zadeklarowała w rozmowie z obserwatorem chęć głosowania na kandydata rządowego - zawsze byli to zwolennicy opozycji.

Okrojone na wstępie listy miały jednak w miarę upływu czasu tendencję do ponownego „rozrastania się". Wbrew wyraźnym przepisom ordynacji wyborczej wiele komisji obwodowych dopisywało do spisów wyborców nowe osoby (nie posiadające jednak wspomnianych wcześniej dokumentów z sądów). Co ciekawsze często czyniły tak te same komisje, które w innych przypadkach odmawiały dopisywania wyborców na listy, tłumacząc się tymi właśnie przepisami. Regułą były próby dopisywania do list zorganizowanych grup, dowożonych do punktów wyborczych autobusami. Grupy te liczyły zazwyczaj 100-200 osób i występowały pod różnymi nazwami np.: „zamiejscowi robotnicy z fabryki", „marynarze, którzy właśnie zeszli ze statku", „bezdomni", „studenci z prywatnej uczelni", „sportowcy". W większości przypadków, pomimo protestów opozycji, przewodniczący proalijwowscy komisji dopisywali takie grupy do list. Osoby te głosowały z reguły na podstawie dokumentów, które nie uprawniały do głosowania, takich jak np. legitymacja studencka, zaświadczenie o czasowym zatrudnieniu, poświadczenie kierownika klubu sportowego itp. Przypadki takie stwierdzono prawie w połowie kontrolowanych okręgów. Dopisane osoby stanowiły 10% do 20% głosujących w poszczególnych obwodach.

Manipulowanie listami wyborczymi było najistotniejszą, lecz nie jedyną, nieprawidłowścią stwierdzoną w trakcie trwania głosowania. Przykładami innych były próby dorzucania całych pakietów głosów do urn (obserwator Hubert Kossowski przejął nawet przy próbie wrzucenia do urny pakiet 15 głosów wypełnionych na Ilhama Alijewa), głosowania za inne osoby (najczęściej za członków rodziny), uszkodzenia plomb na urnach, nieprawidłowości proceduralne, próby wywierania presji na głosujących itp. Osobną sprawą było zastraszanie i przemoc wobec opozycyjnych członków komisji wyborczych oraz obserwatorów. Problem ten omówiony zostanie osobno.

Kolejne poważne nieprawidłowości miały miejsce w trakcie prac komisji obwodowych po zamknięciu lokali wyborczych. Powszechnie zdarzały się próby wynoszenia urn lub protokołów z pomieszczeń komisji wyborczych. Często w ogóle nie liczono głosów i od razu przystępowano do wypełniania protokołów. W komisjach w których jednak rozpoczynano proces liczenia głosów dochodziło do nieprawidłowości w trakcie jego trwania. Zdarzało się doliczania głosów oddanych na kandydata Musavatu Issę Gambara do głosów na Ilhama Alijewa. Najczęściej jednak fałszowano same protokoły komisji obwodowych. Powszechnie zmieniano liczbę głosów oddanych na Ilhama Alijewa (zazwyczaj zwiększając ją dwukrotnie) i obniżano liczbę głosów oddanych na jego głównego kontrkandydata Issę Gambara. Fałszowanie miało najczęściej miejsce w trakcie przewożenia protokołów do komisji okręgowych lub w samych komisjach okręgowych. Powszechne było wypełnianie protokołów ołówkiem a następnie korygowanie zawartych w nich liczby już przy udziale członków komisji okręgowej. W jednym z okręgów szef komisji osobiście sprawdzał i poprawiał przywiezione protokoły, następnie szefowie komisji obwodowych przepisywali je, a na koniec przeglądał je ponownie szef komisji okręgowej i stemplował pieczątkami komisji obwodowych. Przewodniczący innej komisji okręgowej na oczach obserwatora Tomasza Pisuli przeprawił długopisem rezultaty wyborów w jednym z obwodów - Alijewa z 273 na 587, a Gambara ze 150 na 50. To tylko wybrane przykłady. Powszechnym zjawiskiem był też brak podpisów opozycyjnych członków komisji obwodowych pod dowożonymi protokołami.

Fałszowanie wyborów nie odbywało się „w białych rękawiczkach". Prawie każdy z polskich obserwatorów IDEE zetknął się z przypadkami zastraszania czy nawet przemocy skierowanej wobec opozycyjnych członków komisji wyborczej lub delegowanych przez partie opozycyjne azerskich obserwatorów. W większości komisji obwodowych panowała napięta atmosfera. Opozycjoniści spotykali się z agresją przede wszystkim ze strony innych członków komisji wyborczych, reprezentujących rządzącą YAP. Często w dalszej kolejności do akcji wkraczała policja, poddając represjom opozycjonistów. Do spięć dochodziło najczęściej gdy obserwatorzy opozycyjni lub członkowie komisji wyborczych próbowali zapobiec nieprawidłowością i fałszerstwom. Często jednak wystarczającym pretekstem był sam fakt obserwowania przez nich pracy komisji. Zdarzało się, że opozycyjnym członkom komisji obwodowych odmawiano prawa zajęcia miejsca przy stole, przy którym zasiadała komisja lub nawet w pomieszczeniu komisji (zwłaszcza w trakcie liczenia głosów). W trakcie sporów dochodziło do rękoczynów a nawet pobicia obserwatorów i członków komisji z ramienia partii opozycyjnych. Taka sytuacja miała miejsce np. w jednym z obwodów kontrolowanych przez obserwatora Lesława Pietrewicza, na którego oczach wizytujący obwód szef okręgu i wraz członkami odwiedzanej komisji obwodowej pobili i skopali przedstawiciela opozycji. Zdarzały się aresztowania opozycyjnych członków komisji lub obserwatorów, najczęściej pod pretekstem, że utrudniają pracę komisji. Atmosferę napięcia potęgowała, powszechna zwłaszcza po zamknięciu lokali wyborczych i rozpoczęciu przeliczania głosów, obecność sił policyjnych i wojskowych.

Reperkusje powyborcze

Jeśli ktoś spodziewał się, że wybory zakończą się wraz zakończeniem obliczania wyników, był w błędzie. „Druga tura" rozpoczęła się w nocy z 15 na 16 października, przed siedzibą opozycyjnej partii Musavat, której kandydat Issa Gambar był głównym oponentem Alijewa. Zwolennicy Musavatu zaczęli gromadzić się przed siedzibą partii już późnym wieczorem. Nastrój był raczej radosny. Przemawiający z siedziby partii działacze ogłosili, że według relacji ich obserwatorów Issa Gambar zdecydowanie wygrał wybory. Jaki czas później rozchodzi się pogłoska, że CNN potwierdziła wyraźne zwycięstwo Gambara. Zgromadzony na ulicy tłum rozpoczyna radosne święto. Narasta atmosfera euforii. Jednak w nocy docierają informacje, że rządowe media ogłosiły zwycięstwo Alijewa. Według tych samych danych Gambar uzyskał symboliczne wręcz poparcie. Reakcją tłumu jest niedowierzanie, rozgoryczenie, wściekłość... Na to zdają się czekać specjalne oddziały policji, które w międzyczasie odcięły fragment ulicy przy którym znajduje się główne biuro partii. Od tego momentu już nikt z demonstrantów nie ma szans się wycofać. Wyloty z ulicy w kierunku Placu Wolności z jednej strony i Centrum z drugiej odcinają zwarte kordony policji. Siły rządowej szukują się do szturmu. Wcześniej policji zajmuje trochę czasu odsunięcie od wejścia do siedziby partii nielicznych przedstawicieli OBWE/IDEE i dziennikarzy. Po tym opóźnieniu wypadki toczą się szybko. W zgodnej relacji obserwatorów atak policji nie miał na celu rozbicia demonstracji. Po prostu chcieli zmasakrować jak największą liczbę bezbronnych demonstrantów. Po raz pierwszy leje się krew, jest pierwsza ofiara śmiertelna. Zaledwie kilkanaście metrów od miejsca gdzie stoją międzynarodowi obserwatorzy... Sytuacja stabilizuje się dopiero nad ranem. Pozostają pytania bez jasnych odpowiedzi. Komu zależało na takim przebiegu wypadków? W jakim celu rozbudzono nadzieje zgromadzonych przed siedzibą partii, często przypadkowych, ludzi?

Poranek 16 października jest spokojny. Nie długo jednak. Grupki przeciwników Alijewa gromadzą się w różnych punktach miasta. Dla wszystkich jest już jasne, że wybory zostały sfałszowane. Pozostaje jedno - demonstracje. Dochodzi do pierwszych starć z wojskiem i policją. Demonstranci przedzierają się w kierunku położonego przy nadmorskich bulwarach Placu Wolności, przy którym znajduje się monumentalny budynek władz azerskich. Zgodnie z tutejszą tradycję kto ma bakijski Plac Wolności ten ma władzę w Azerbejdżanie. Do placu docierają kolejne grupki demonstrantów. Sytuacja jest już jednak nieco inna niż w nocy. Tym razem wiele osób jest przygotowanych do walki - kije, brukowce, sprzęt zdobyty po drodze na policjantach (w tym wojskowa ciężarówka). Opozycja dysponuje też dużo większymi siłami - całkowita liczba uczestników zamieszek po stronie opozycyjnej szacowana jest na 5-10 tysięcy. To za dużo dla zgromadzonych w centrum sił porządkowych. Około południa Plac Wolności jest opanowany.

Od wczesnego popołudnia w okolice Placu Wolności zaczynają zjeżdżać policyjne i wojskowe ciężarówki, policyjne autokary a nawet zarekwirowane na tą okazję miejskie autobusy. Wysypują się z nich setki, tysiące umundurowanych funkcjonariuszy. Dowódcy pomni wcześniejszych doświadczeń czekają na zgromadzenie wystarczających sił. Przed godziną 14 demonstranci są już odcięci od reszty miasta. Kordony policji i wojska odgradzają plac od strony portu oraz centrum. Z pozostałych dwóch stron znajduję się nadmorskie bulwary i olbrzymi budynek władz. Szturm zaczyna się od strony portu. Część demonstrantów zaczyna uciekać. Wycofywać zdaje się również kierowca zdobycznej ciężarówki. W rzeczywistości bierze jednak rozpęd - nieoczekiwanie zawraca i z impetem rusz w tłum szarżujących policjantów. Parę sekund później poźniej ciężarówka podskakuje po ciałach taranowanych policjantów niczym na rajdzie samochodów terenowych. Zatrzymuje ją dopiero celny strzał któregoś z żołnierzy oddziałów specjalnych. Samochód płonie, nad placem widać kłęby czarnego dymu, które po chwili mieszają się z właśnie użytymi gazami bojowymi. Słychać strzały, użyta zostaje ostra broń oraz psy bojowe. Zmagania trwają około godziny. Przeważające siły rządowe ostatecznie zdobywają przewagę. Części demonstrantów udaje się przedostać na miasta, są setki rannych, setki aresztowanych. Najbardziej krwawe sceny rozgrywają się pod samym budynkiem rządowym. Około 300-osobowa grupa ludzi, w znacznej części gapiów, zostaje odcięta przez policję. Nie mając dokąd uciec są systematycznie pałowani. Nieprzytomne, bezwładne ciała wynosi się do podstawionych autobusów. Nikt nie wyszedł stamtąd o własnych siłach.

Starcia trwały jeszcze w całym mieście do późnych godzin popołudniowych. Wieczorem na Placu wolności zobaczyć można było setki wojskowych ciężarówek i tysiące żołnierzy i policjantów zgromadzonych tam na wypadek kolejnych ataków opozycji. Te jednak już nie nastąpiły. Trudno ocenić jaki był ostateczny bilans starć. Mówi się o kilku zabitych i setkach rannych. Oglądając z bliska brutalność policji i nielicznych, ale uzbrojonych w ostrą broń, żołnierzy oddziałów specjalnych z jednej strony i determinację uzbrojonych w kije i brukowce bojówkarzy Musavatu trudno w to uwierzyć. Wiadomo jednak, że ofiary były po obu stronach.

Brutalne stłumienie opozycyjnych demonstracji a Baku było pierwszym etapem powyborczych represji. Już następnego dnia po głosowaniu przystąpiono do masowych aresztowań opozycji o osób podejrzewanych o jej sympatyzowanie. Najbardziej poszukiwano opozycyjnych przedstawiciele komisji wyborczych oraz niezależnych azerskich obserwatorów. Szczególnym represjom byli poddawani Ci, którzy pomimo nacisków i zastraszania odmawiali podpisywania sfałszowanych protokołów komisji wyborczych. Łącznie w ciągu kilku dni aresztowano prawie 600 osób.

Postawa OBWE w trakcie i po wyborach

Co najmniej za dwuznaczną można uznać postawę pełniącej w Azerbejdzanie misję obserwacyjną OBWE. Jej celem była ocena prawidłowści przebiegu procesu wyborczego. W tym celu w Azerbejdzanie przebywało przez kilka tygodni klikudziesięciu ekspertów i obserwatorów długoterminowych. Ponadto na same wybory przyjechało prawie 600 obserwatorów krótkoterminowych. Zatrudniono dla nich setki tłumaczy i kierowców, zapewniono przelot i wyżywienie, zakwaterowano w najlepszych hotelach, wynajmowano najdroższe sale konferencyjne. Cała akcja kosztowała 8 mln dolarów wyłożonych przez amerykańskich i europejskich podatników. Jakie były jej efekty?

Już przed wyborami zwracało uwagę słabe przygotowanie przeznaczonych dla obserwatorów szkoleń. Godzinami tłumaczono, że urna służy do wrzucania głosów a głosuje się poprzez zaznaczenie pola przy wybranym kandydacie. Można było odnieść wrażenie, że odbywające się w najdroższym bakijskim hotelu szkolenie 600 osób ma na celu zabicie czasu bądź wydanie przyznanych środków finansowych.

Dość dziwny był dobór obserwatorów, zwłaszcza tych z krajów Europy Zachodniej (a oni stanowili większość). Osoby z którymi zdarzyło się zetknąć polskim obserwatorom były kompletnie nieprzygotowane do pracy w warunkach presji ze strony przedstawicieli władz azerskich, zwłaszcza policji. A sytuacje takie można było bez problemu przewidzieć. Wielu obserwatorów było na tyle wystraszonych samym widokiem umundurowanych i uzbrojonych policjantów czy żołnierzy, że nawet nie próbowało wykonywać swoich obowiązków. Osobną kwestią jest bierna postawa obserwatorów w trakcie powyborczych zamieszek. Gdy na bakijskich ulicach katowano bezbronnych cywilów obserwatorzy OBWE wypoczywali w hotelach. W trakcie zamieszek na Placu Wolności obecnych było zaledwie parudziesięciu obserwatorów, z resztą głównie z byłych republik radzieckich, Polski, Jugosławi i Rumunii.

Szokiem, zarówno dla wschodnioeuropejskich obserwatorów OBWE, jak i azerskiej opozycji, była wstępna ocena wyborów ogłoszona 16 października w luksusowym hotelu Hyatt, dokładnie w czasie gdy na Placu Wolności rozpoczynały się najcięższe starcia. Według oficjalnego oświadczenia przedstawiciela władz misji OBWE wybory, choć "niespełniające międzynarodowych standardów", zostały "zasadniczo dobrze przeprowadzone". Ostateczna ocena wyborów zaprezentowana w listopadzie była już zasadniczo inna. Mówi się już w niej wyraźnie o niedemokratycznym przebiegu wyborów. Trzeba jednak pamiętać, że raport końcowy OBWE ukazał się miesiąc po samych wyborach i był poprzedzony silnymi protestami samych obserwatorów wobec wstępnej oceny wyborów zaprezentowanej w Baku.

Największą kompromitacją OBWE w Azerbejdżanie wydaje się być fala masowych aresztowań opozycyjnych przedstawicieli komisji wyborczych i niezależnych obserwatorów dokonanych przez reżim Alijewa. Ludzie Ci w znacznej części zajęli aktywną i bezkompromisową postawę wobec wyborczych fałszerstw ośmieleni obecnością przedstawiciele OBWE i apelami władz misji OBWE o aktywny udział w wyborach. Jak się okazało duża międzynarodowa organizacja nie umiała bądź nie chciała zapewnić tym ludziom minimalnej nawet ochrony przed odwetem oficjalnych azerskich władz. Nadzieje i wiara z jaką przyjmowano międzynarodowych obserwatorów zostały zostały całkowicie zawiedzione. Gorzkim przykładem bezsilności Zachodu jest przypadek Raufa Arifoglu, wiceprzewodniczącego opozycyjnej partii Musavat i redaktora naczelnego gazety "Yeni Musawat". W momencie rozpoczęcie ukrył on się na terenie ambasady norweskiej w Baku. Opuścił jej teren gdy po negocjacjach z dyplomatami władze obiecały, że nie zostanie aresztowany. Został uwięziony zaledwie parę dni później. Wydaje się też nie być przypadkiem, że masowe aresztowania opozycjonistów rozpoczęły się dosłownie tuż po wydaniu przez OBWE umiarkowanie pozytywnej oceny wyborów.

Zdjęcia do artykułu (9)

08.jpg23.jpg27.jpg35.jpg37d.jpg38.jpg38f.jpg43.jpg44.jpg

Więcej z Azji