Niedawno wróciłem z miesięcznego pobytu w Kirgistanie, pozwolę sobie dodać do porad wyrażonych tu i ówdzie jeszcze parę uwag. Zdjęcia z wyprawy można zobaczyć tu: www.pbn.biskupin.wroc.pl/kirgistan/archiwum

Większość potrzebnych informacji można już znaleźć w Necie, poniżej starałem się zamieścić takie, których nie znalazłem lub ze znalezieniem których miałem kłopoty. Polecam m. in. tekst tinyurl.com/vgehz Małgorzaty Manieckiej. Znajdziemy tam oprócz frapującego dziennika pokładowego mnóstwo użytecznych informacji – ceny poszczególnych przejazdów, noclegów, produktów.
Najpierw parę uwag wstępnych. Kirgizja jest krajem przepięknym, ludzie nastawieni są przyjaźnie, wszystko jest tanie, pogoda dopisuje, rosną kwiatuszki. Jest jednak pewno “ale”, którego to “ale” nie zdarzało się w takim stopniu doświadczać w innych krajach Azji. W miastach, miasteczkach i na całej północy miejscowi za wszystko każą sobie płacić. Rzadkie niesłychanie są zaproszenia do domu, na herbatę, nie da się jeździć autostopem (to akurat nie tylko kirgiska specyfika), etc. Nie czyni to problemu finansowego – wszystko jest tanie, np. 1 euro za hotel w centrum Biszkek z ciepłą wodą trudno uznać za wygórowaną cenę. Ale ta sytuacja powoduje, że z miejscową ludnością zawiązują się stosunki raczej “towarowe”. Dla podróżników zainteresowanych bardziej górami niż kontaktem z tubylcami, nie stanowi to problemu (dla takich osób Kirgizja jest wymarzonym miejscem), dla naszej grupy priorytetowe były jednak kontakty z ludźmi. No i nasze apetyty pozostawały przez długi czas niezaspokojone. Dopiero kiedy pojechaliśmy na południe, w Alaj, a konkretnie do dżajlo (grup jurt, pastwisk) położonych w górach blisko granicy z Chinami i Tadżykistanem, wszystko już było tak, jak tego oczekiwaliśmy. Oczywiście moje wrażenia opieram na tym tylko, czego doświadczyłem i co widziałem, a byłem tylko w Biszkek, na południowej stronie Issyk Kol (Bakanbajewo, Tong, Osz-Karakol), w Osz, Gulczo i w rejonach Sary Tash.
A teraz konkrety. Od razu zaznaczam, że ceny będę podawał w somach, przy czym podczas naszej bytności 1 euro można było kupić za ok. 50 somów.
WIZY, TRANSPORT
Tranzytowa wiza kazachska:
Do jej wyrobienia konsul wymaga nie tylko biletu przelotowego przez Kazachstan (np. Moskwa – Biszkek), ale również – co jest zresztą skandaliczne – zaproszenia z Kirgizji lub rezerwacji hotelu tamże. Być może jeśli użyje się odpowiedniej argumentacji, wystarcza bilet. Nam się do tego konsula przekonać nie dało. Rezerwację można prosto i szybko (w parę godzin) załatwić przez biura turystyczne w Kirgistanie. Polecam NoviNomad, a szczególnie niezmiernie sympatyczną pannę Zamirę: (00 996 312) 622381. Najpierw jednak radzę poawanturować się u konsula – rezerwacja hotelu idzie w koszty mimo, że wystarczy zarezerwować jedną noc (tanie hotele nie mają możliwości wysłania faksu), a mam wrażenie, że wymóg pokazania zaproszenia / rezerwacji jest bezprawne (przy załatwianiu wiz na drogę powrotną ambasada kazachska w Biszkek nie wymaga pokazywania wizy rosyjskiej). Swoją drogą nie miałem najlepszych wrażeń z pracy kazachskiej ambasady – nie da się tam dodzwonić, nie odpowiadają na maile i czepiają się wszystkiego.
Wiza rosyjska – z wizą kazachską i biletem Moskwa-Biszkek można przejechać przez Rosję (i Białoruś) bez wizy. Podobnie z powrotem. Z powrotem właściwie nic nie trzeba mieć, żeby wjechać do Rosji i nikt się też nie czepia przy wyjeździe z niej.
Pociąg Moskwa-Biszkek
Trzeba się przygotować na sporo korupcyjnych propozycji. Już po pięciu minutach od wejścia do wagonu prowadnik zaczął domagać się od nas jakichś “kwitancji” a później stwierdził otwarcie: “żeby między nami skandalu nie było – płaćcie” :). Najbardziej upierdliwi są milicjanci i pogranicznicy kazachscy. Czepiają się wszystkiego. Nas chcieli osztrafować za bagaż, pijaństwo (pamiętajcie, że w regulaminie nie stoi, że w pociągu “zabrania się pić alkohol” a jedynie, że “nie rekomenduje się picia alkoholu” :), narkotyki (których oczywiście nie było), itp. itd. Standardowe porady zachowania w takich sytuacjach są skuteczne – stanowczość, numery służbowe, etc i bron Boże nikomu niczego nie trzeba dawać, zawsze w końcu odpuszczają. Ze swej strony mogę polecić jeszcze następujące zabiegi:
* granie na sentymencie do filmu “Czteryje tankisty i sabaka” - zadziwiająco skuteczne :)
* rozdawanie drobnych polskich pieniędzy (“nie zaplace wam, ale macie tu na pamiat' 50 groszy)
* uzywanie duzej liczby rosyjskich przeklenstw, nie w sensie wyzywania natretow, lecz po prostu przeplatania wypowiedzi wszelkiego rodzaju blat, suka, zaebal etc. - w oczach milicjantow wychodzi sie wtedy z roli typowego turysty, ktorego latwo można oskubac.
Trzeba także uważać na kartusze i wszelki gaz w pojemnikach. Nie można tego wwozić do Kazachstanu, celnicy bardzo się o to dopytują, myśmy akurat nie mieli, ale pewnie posiadanie kartusza wiąże się z daniem łapówy albo konfiskatą (tak twierdzili prowadnicy). Lepiej więc schować takie rzeczy gdzieś z boku (plecaki są przeszukiwane). Kolejne ostrzeżenie – w rejonach Szymkientu w lipcu temperatury moga dochodzic do 55 stopni. Co się wtedy dzieje w pociągu – wolę sobie nie wyobrażać. Juz 40 stopni było ciężkie do zniesienia.
NOCLEGI
Wszędzie da się znaleźć hotele poniżej 2 euro, a często i za 1 euro i mniej (w takich przybytkach ciepła woda nie jest regułą). W kwaterach prywatnych podobnie, w każdym razie jeśli płaci się 2 euro, to już dostaje się bonus – obiad, banię lub oprowadzenie po okolicy. Troszkę drożej może być na północnym brzegu Issyk Kol, tak w każdym razie głoszą podania.
TRANSPORT
Polecam stronę, o której pisałem we wstępie. Dodam tylko parę słów o taksówkach na trasie Biszkek – Osz. Po długich, długich targach w Biszkek znaleźliśmy taksówkarza, który zawiózł nas (+ czwartą osobę) za 850 somów do Osz. W Osz natomiast bez większych problemów znaleźliśmy taksówkarza, który do Biszkek zawiózł nas za 500 somów. Lepiej skupić się chyba na wyszukaniu jakiegoś “swojego człowieka”, najlepiej o kryminalnej przeszłości :), który zajmie się wyszukaniem taksówki, niż szukać samemu.
JEDZENIE
Ogólnie w restauranach w miastach łatwiej dostępne są przysmaki kuchni ujgurskiej (lagman, aszliam-fu) niż czysto kirgiskie (biszparmak, kuurdak). Wszędzie też występuje płow (w innych krainach często pod nazwą pilaw), tutaj mający swoją lokalną specyfikę, bo przyrządzany z żółtej marcheki. Polecam szoro – bulion na baranie, proste danie a smaczne. Nad Issyk Kol koniecznie trzeba spróbować ryby „farelki” (polskiej nazwy nie znam), a zwłaszcza zupy rybnej z tejże. Popularne są manty, samsy, pielmieny i pirożki – wszystkie znane z Moskwy. Herbata oczywiście pita wszędzie i zawsze, podawana z lepioszką (czyli perskim lavash), a gdzieniegdzie w jurtach z mlekiem. Amatorzy kawy raczej nie poużywają sobie w Kirgizji, zwłaszcza jeśli nie lubią kawy ze śmietanką. W restauranach należy się liczyć z tym, że zapłaci się więcej niż wynosi suma kosztów zamówionych potraw. Czasami ten przymusowy napiwek jest uwzględniony w menu, częściej – nie. Nigdy nie jest on jednak na tyle duży, żeby należało zawracać sobie nim głowę.
Specjały miejskie:
szoro (maksym) – kwaśny orzeźwiający napój ze zboża, coś w stylu żuru (?)
bozo – coś podobnego, tyle że z kukurydzy
tan – mleczny napój azerski, “na pachmielnyj sindrom” :)
Specjały z jurt:
* kumys – sztandarowy napój Centralnej Azji, kobyle mleko sfermentowane w koziej wędzonej skórze z ogromnym drewnianym mieszadłem (biszkek), w jurtach dodają do tego zjełczałe masło, co nie dodaje apetyczności. „Na wsie bolezni żywota”. :)
* ajran – kefir znany od Bułgarii po Syberię;
* suchy kefir – w kuleczkach, suszony na słońcu (obowiązkowo z martwą wroną w pobliżu w roli odstraszacza dla innych wron), używany często jako „zakuska”;
* kajmak – gęsta śmietana;
* zjełczałe masło, niezjełczałe masło (używane również do smarowania tułowia w razie przeziębień) i inne świństwa
* smorodina – coś w rodzaju naszych jagód, z tym że niesłychanie cierpkie, nadające się chyba przede wszystkim na przetwory;
* arczi – jodła, do użytku zewnętrznego, a konkretnie używana jako kadzidełko.
* mumio – czyli inaczej balsam pamirski, specyfik leczniczy robiony z mchów – „na wsie bolezni żywota”.
Po biesiadzie w jurtach należy zrobić “omin” (co to jest – najlepiej spytać na miejscu, bo trochę ciężko ten gest opisać). Uwaga – spożywanie dużej ilości wyżej wymienionych napojów i potraw mlecznych bardzo szybko prowadzi do problemów żołądkowych. Lepiej mieć pod ręką Nifuroksazyd albo inne tego typu wynalazki. Ogólnie rzecz biorąc jednak flora bakteryjna (np. w wodzie) jest w Kirgizji raczej spokojna.
BEZPIECZEŃSTWO
Milicja – myślałem, że będzie gorzej. W dużych miastach (Biszkek, Osz) w ogóle nas nie nękano. Jedyny skandal wynikł w miasteczko Gulczo (obok Osz), gdzie domagano się jakiś fantastycznych zezwoleń. Telefon do ministerstwa spraw wewnętrznych okazał się więcej niż skuteczny (telefony poniżej). Na wszelki wypadek jednak należy robić rejestrację (tym bardziej, że jest to łatwe i nie wymaga podawania konkretnego adresu), pytają o nią w każdym razie na granicy. Pamiętajcie, że rejestracja zrobiona w jednej oblasti jest ważna również i w innych, słowem – na całą Kirgizję.
Ministry of Inner Affairs, duty department: (312) 288508; (312) 662331, 292662
Department of Inner Affairs in Bishkek, duty department: 102; (312)284305; (312) 2297780, 284583
Department of Inner Affairs in Bishkek department on affairs of foreigners: (312) 285538, 22906235
Department of Inner Investigations: (312) 223827; (312) 22906180
Lud kirgiski – wygląda na to, że Kirgizi są wobec turystów nastawieni wyjątkowo pokojowo. Mimo, że dwa razy znajdowaliśmy się niemal w centrum bijatyki, nikt nas nie tknął. Pomijając jeden bardzo drobny incydent przez cały miesiąc nie spotkaliśmy się z żadnym agresywnym zachowaniem.
UŻYWKI
Piwo – lepsze kazachskie (Karagandinskoje, Szymkientskoje, Tien Szan), chociaż znacznie tańsze kirgiskie „Arpa” i „Nasze piwo” mają swoją interesującą specyfikę („kto Nasze Piwo piot, nastojaszczij patriot”), której należy skosztować, co większości przychodzi tym łatwiej, że w wielu małych miejscowościach są to jedyne dostępne piwa.
Fajki – „Paliet” za 10 som dają radę. Jeśli ktoś lubi tytoń do żucia, to jest on w Kirgizji powszechnie używany.
Wódka – bardzo tania, za 50 gram w kiosku z zagryzką zapłacimy 4 somy :) Zdecydowanie polecam wódkę „Ajuł” (60 som), a nie wynalazki za 30 som („Ruskaja”). “Ruskiej” po prostu nie da się pić. Uwaga – Kirgizi mają fenomenalnie mocne głowy.
Prostytucja – powszechna, tania i ciesząca się dużym przyzwoleniem społecznym.
Narkotyki – rzadko spotykane wbrew obiegowym opiniom, najpowszechniej dostępne - opiaty (powszechniej niż pochodne konopii). Oczywistością jest twierdzenie, że w tych kwestiach należy zachować najdalej posuniętą ostrożność.
BZDETY TECHNOLOGICZNE
* bankomaty – w Biszkek i Osz występują i przyjmują wiele kart (Visa Elektron przechodzi bez najmniejszych problemów).
* komórka – w Biszkek, Osz, nad Issyk Kol jest zasięg BiTelu (ma umowę roamingową chyba ze wszystkimi polskimi telefoniami, w każdym razie z Plusem na pewno). Na południu zasięgu nie ma, ale sytuacja zmienia się dosłownie z miesiąca na miesiąc. Nawiasem mówiąc telefony do Polski zamiast z komóry polecam wykonywać w punktach Internet-telefon, których od cholery jest i w Biszkek i w Osz – za minutę rozmowy można zapłacić i 7 som (60 groszy) – sam nie wiem, jak to możliwe.
* Internet – w miastach bardzo powszechny, w miasteczkach dostępny.
INNE
Oczywiście chętnie służę pomocą, jeśli ktoś chciałby o coś zapytać. Ewentualne pytania można kierować na adres: pbn małpiszon biskupin.wroc.pl
