Geozeta nr 2Europa

Droga na Nordkapp

Agata Kostrzewska, Kamil PorazińskiNorwegiaSzwecja

"Oto stoję na przylądku Północnym - najdalszym punkcie Finmarku na krawędzi świata. Tutaj świat się kończy, tak jak i moja ciekawość i teraz, da Bóg powrócę do domu..." -- F. Negri

Mapa trasy: Droga na Nordkapp
Mapa trasy

Wrażenia F. Negri stały się dla nas impulsem do zorganizowania wyprawy, podczas której mieliśmy przemierzyć prawie 20 stopni szerkości geograficznej, aby osiągnąć cel podróży - Przylądek Północny. Wyruszyliśmy z Gdańska do Oxelosend promem Polskiej Żeglugi Bałtyckiej m/s Rogalin. Dzięki uprzejmości kapitana bezpośrednio z mostku kapitańskiego obserwowaliśmy wyjście z portu. Następnego dnia ujrzeliśmy szkiery - zwiastun lądu. Wkrótce postawiliśmy pierwsze kroki na ziemi Wikingów. Do stolicy Szwecji dotarliśmy urzeczeni naturalnym krajobrazem Skandynawii oraz bezkonfliktowym współistnieniem natury i człowieka.

Sztokholm przywitał nas piękną, słoneczną pogodą, muzyką rozbrzmiewającą w centrum miasta na placu Sergiels Torgoraz licznymi imprezami kulturalnymi w związku z trwającym Wodnym Festiwalem oraz Świętem Raków. Wodny Festiwal to pokazy sztucznych ogni, odbywające się w sierpniowe noce. Są to prawdziwe arcydzieła sztuki, przepiękne kompozycje zaskakujące precyzją wykonania. Wieczorne niebo Sztokholmu staje się dynamicznym obrazem pozostającym na długo w pamięci widzów. Jednocześnie we wszystkich szwedzkich domach na stole królują raki. Organizowane są przyjęcia, na których goście ubrani są w "rakowe" czapeczki.

I. Bergman w wywiadzie udzielonym J. Baldwinowi powiedział o stolicy Szwecji: "To nie jest żadne miasto - to śmieszne, że uważa siebie za miasto. Jest raczej wielką wioską pośród lasów i jezior. Człowiek zastanawia się, czemu ono się tak puszy".

Sztokholm jest może nieco napuszony, ale przede wszystkim rzeczywiście niezwykły. Rzeki i kanały,lasy oraz zabytkowe budynki, nadają mu sędziwy wygląd, co stoi w sprzeczności ze statusem nowoczesnej, patrzącej w przyszłość metropolii.

Gamla Stan - wyrosłe z pierwotnej osady stare miasto, stanowi nastrojową i uroczystą część. Labirynt średniowiecznych uliczek otaczają tu reprezentacyjne budynki. Współczesna część pełna jest szerokich bulwarów, kompleksów sklepowych i przytulnych kawiarenek. Połacie wody i zieleni wyróżniają Sztokholm spośród nowoczesnych stolic. Jest to wielkie centrum kulturalne całej Skandynawii. Z ponad 50 muzeów i galerii największą i zasłużoną sławą cieszy się XVII - wieczny okręt wojenny Wazów oraz Skansen, pierwsze i najlepsze tego rodzaju muzeum w Europie.

Niezwykłe są również posągi w Millesgarden - zbiorze rzeźb Carla Millesa, jednego z najwybitniejszych rzeźbiarzy i kolekcjonerów szwedzkich. Statuły, bogowie, anioły i dzikie bestie ulokowane są na tarasach wykutych w skałach, na strzelistych kolumnach niebezpiecznie balansuje wiele pełnych życia, klasycznych postaci. Warto również odwiedzić pałac królewski w Drottningholm, największe osiągnięcie architektów N. Tessina oraz jego syna, oparte na założeniu wersalskim.

W centrum Sztokholmu zachwyciły nas oryginalne dwa obeliski rejestrujące w sposób ciągły stan zanieczyszczenia powietrza oraz wody. Świadczy to o zainteresowaniu Szwedów stanem środowiska oraz aktywnej walce ze źródłami skażenia przyrody.

Nasyceni atmosferą miasta, po kilku dniach udaliśmy się w dalszą podróż. Nasz pierwszy przystanek to Uppsala, dawna stolica Szwecji, z katedrą i uniwersytetem. Do najsławniejszych spośród absolwentów uczelni należą Karol Linneusz i Anders Celcjusz.

Kolejny etap podróży na Nordkapp to miasta wschodniego wybrzeża - Gavle, Umea, Vannas, Boden - pachnące celulozą. Są to ośrodki przemysłu drzewno-papierniczego, który odgrywa istotną rolę w gospodarce Szwecji.

Wreszcie kierujemy się na płn-zach do Kiruny. Z okna pociągu widać tablicę, która znajduje się na linii koła podbiegunowego. Spotyka nas rozczarowanie, pociąg nie zatrzymał się zgodnie z informacjami, które wcześniej uzyskaliśmy.

W Kirunie wyraźny kontrast z otaczającą dziką przyrodą stanowią wyrobiska, hałdy żużlu i huty żelaza, a kopalnie dominujące nad miastem nie dodają mu uroku. Są jednak wielką atrakcją tutystyczną. Udaliśmy się na wycieczkę do kopalni żelaza zorganizowaną przez biuro turystyczne. Trasa prowadziła przez podziemną sieć dróg, aż do głębokości 400 m p.p.m. Tu byliśmy świadkami pracy maszyn górniczych. Zwiedziliśmy również muzeum górnicze. Był to dzień, który dostarczył nam ogromnych wrażeń.

Pierwszym miastem, które ujrzeliśmy w Norwegii był Narwik - założony niecały wiek temu jako niezamarzający port przeładunku rudy żelaza, sprowadzanej pociągiem z północnej Szwecji.

Serce miasta stanowią doki przeładunkowe. Maszyneria koloru rdzy, pokrywająca całe nabrzeże, taśmociągi, dźwigi, kominy, pasy napędowe nie pozwalają zapomnieć o funkcji Narwiku w gospodarce. Historię wojenną miasta przedstawia Muzeum Krigsminne, pozostające pod opieką Czerwonego Krzyża. Jest to wstrząsające muzeum, w którym m in. znajduje się sala poświęcona pamięci polskich żołnierzy.

Z Narwiku udaliśmy się na płn. do Tromso - "Paryża Północy", położonego w prowincjach Norwegii Troms i Finmark, w którym żyją Lapończycy. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat zmieniło się wiele w życiu Saame - jak nazywają siebie Lapończycy. Ci z nich, którzy zamieszkują nadal G. Skandynawskie, tradycyjnie zajmują się hodowlą reniferów. Przestali jednak być koczownikami. Prymitywne szałasy z brzozowych żerdzi i reniferowych skór pozostały już tylko atrakcją tutystyczną. Lapończycy stawiają je na "rozstajnych drogach" i przebrani w tradycyjne stroje sprzedają własnoręcznie wykonane pamiątki turystom spragnionym lapońskiego folkloru.

Pod naporem współczesnej cywilizacji giną więc lapońskie tradycje i obyczaje, ale podjęte zostały działania w celu zachowania języka Saame. W wyniku tego na uniwersytetach w Oslo i Tromso wprowadzono lapońskie lektoraty, a w niektórych szkołach podstawowych i średnich uczniowie uczą się lapońskiego na równi z językiem norweskim.

Po dwóch dniach podróży autokarem oraz promami przez fiordy dotarliśmy do Kafiord, skąd można dostać się do Honningsvag na wyspie Mageroy. Tam znajdował się Nordkapp - główny cel naszej wyprawy. Już po godzinie zalśniły w słońcu pastelowymi barwami domy przycupnięte nad zatoczką u stóp góry.

Miejscowość Honningsvag byłaby najdalej na północ położonym miastem na świecie, gdyby nie to, że nie ma praw miejskich. Na przeciwległym krańcu wyspy Mageroy znajduje się Nordkapp. Nazwa Mageroy pochodzi prawdopodobnie od słowa meagre, czyli "chude". Jest to odpowiednie określenie dla tej krainy. Ląd jest rzeczywiście ubogi, gdyż nie rosną żadne drzewa ani krzewy. W lecie dojrzewa malina moroszka, borówka czernica a między skałami wyrastają trawy i mchy stanowiące pokarm dla reniferów, których liczbę ocenia się na 5 tys. Spotkać też można inne zwierzęta północne tj.: norki, wydry, zające bieliki, pardwy i inne.

Klimat wyspy jest stosunkowo łagodny. Miejscowe porty nie zamarzają nawet podczas srogich zim za sprawą Prądu Zatokowego.

Po opuszczeniu Honningsvag w ciągu godziny znaleźliśmy się na klifowym wybrzeżu, które wznosi się 307 m nad poziom Morza Barentsa. Jest to Nordkapp leżący dokładnie na 71. stopniu 10. minucie 21. sekundzie szerokości geogr. N. To nic, że w odległości 5 km w kierunku zachodnim znajduje się mały cypel, który wystaje o 1500 m dalej na N niż Nordkapp. Jego wygląd jest niepozorny, Przylądek Północny zaś przyciągał oczy żeglarzy i tutystów swym kształtem, on więc został uznany za północny kraniec Europy.

Kiedy stanęliśmy na stromym urwisku i spojrzeliśmy na wzburzone morze, wydawało nam się, że znajdujemy się "na krawędzi świata", a przed sobą mamy tylko bezkresny ocean.

Jest coś ekscytującego w tym niegościnnym, owianym wiatrami cyplu, co rozbudza zmysły. Powtórzmy za XIX - wiecznym podróżnikiem R. Acerbim słowa, którymi dał wyraz swojemu zauroczeniu: "Słońce pełzające o północy wzdłuż horyzontu i bezmierny ocean w wyraźnym kontakcie z niebem tworzą wspaniałe zarysy majestatycznego obrazu powstającego przed oczami zdumionego widza."

Pierwotnie na Przylądku znajdowało się kamienne schronisko. Obecnie w nowoczesnym budynku Ośrodka Przylądka Północnego mieści się bank, poczta, sala wystawowa, sklep z pamiątkami i restauracja, a także punkt widokowy.

Miejsca te zaludniają się tylko po przybyciu autobusu i nawet wówczas wystarczy kilkuminutowy spacer, by znaleźć się na całkowitym odludziu. Przy odrobinie szczęścia można spotkać stado reniferów. Nam się to udało i wykonaliśmy nawet zdjęcia, do których zwierzęta zdawałoby się pozowały. Przylądek Północny to miejsce, w którym spotykają się turyści z całego świata, ale przede wszystkim z Europy.

Wspólnie z parą Włochów, Niemcem oraz Francuzami rozbiliśmy obóz i przygotowaliśmy międzynarodową kolację. Nie zauważyliśmy, że jest już ranek, bo na 70. równoleżniku sierpniowe noce są tak jasne, jak u nas czerwcowe wieczory.

Jest to dodatkowa atrakcja dla turystów z południa. Jednak dla mieszkańców północy noc polarna, trwająca kilka miesięcy bez przerwy, jest często przyczyną przygnębienia, apatii. Podczas tych kilku miesięcy jest popełnianych najwięcej samobójstw.

Pierwsze promienie słoneczne pojawiające się nad horyzontem dają sygnał do rozpoczęcia przygotowań przed Świętem słońca, dniem, w którym ludzie północy bawiąc się witają swojego długo oczekiwanego gościa.

Po dobie spędzonej na Nordkapp rozpoczyna się droga powrotna: Honningsvag, Alta Tromso, nad którym góruje pomnik norweskiego bohatera - Amundsena, Narwik oraz Trondheim z monumentalną katedrą Nidavos Domkirke.

Jest to największy średniowieczny budynek Skandynawii, który w przeszłości był celem licznych pielgrzymek.

Kolejny etap podróży to Oslo, które zadziwia swoją sielskością. Zwiedzanie zabytków staje się konkurencyjną propozycją wobec możliwości zażywania kąpieli w wodach fiordu, pieszych wędrówek,czy choćby powłóczenia się po śródmieściu. Plaże Olsfiordu, lasy, skocznia narciarska w Holmenkollen zachęcają do dłuższego pobytu w mieście.

Największą atrakcją dla turystów są muzea: Kon-Tiki, Muzeum Statków Wikingów, Muzeum Fram, Muncha szczycące się kolekcją prac tego artysty oraz Park Frogner z rzeźbami z brązu i granitu autorstwa Gustawa Nigrlauda.

Z Oslo udaliśmy się na zachód do stolicy fiordów - Bergen. Jak wynika z turystycznej nazwy miasta, łatwo stąd dotrzeć do fiordó na zachódnim wybrzeżu. Można też dojechać do doliny Flam, przez którą biegnie warta obejrzenia górska linia kolejowa, prowadząca do odnogi najdłuższego i najgłębszego fiordu Norwegii - Sognefjordu.

Warto też zwiedzić samo miasto, a zwłaszcza najstarszą część - niegdyś główne miejsce pracy kupców hanzeatyckich. Na wybrzeżu znajduje się jeszcze jedna atrakcja - Targ Rybny, na którym sprzedawcy oferują przeróżne gatunki ryb oraz innych zwierząt morskich.

Z Bergen skierowaliśmy się na południe, gdzie leży drugie co do wielkości miasto Szwecji. Tymczasem pomijając ogromne stocznie - Goteborg nie przypomina moloch. Miasto jest pełne zieleni, posiada zaskakująco bogaty program kulturalny oraz całą gamę drobnych restauracji i kawiarni. Spacer po Avenijn, reprezentacyjnej arterii Goteborga dostarcza wielu przyjemnych wrażeń.

Więcej z Europy