Wydanie internetoweEuropa

Sarajewo z tysiąca i jednej nocy

Joanna MarkowskaBośnia i Hercegowina

Obudził mnie głos muezina wzywającego wiernych na poranną modlitwę. Zza płatków śniegu, powoli przesuwających się za oknem wynurzył się minaret. Słychać głosy pierwszych przechodniów.

W nocy spadł śnieg. To pierwszy śnieg w tym roku. Wzgórza otaczające miasto wyglądają jak z bajki. Białe korony drzew, przyprószone dachówki domków przyklejonych do zboczy. Dziś na wzgórzach nie ma czołgów. Miastu nie grożą już czetnicy i snajperzy Jugosłowiańskiej Armii Narodowej. Bieleją za to liczne cmentarze muzułmańskie.

Mapa trasy: Sarajewo z tysiąca i jednej nocy
Mapa trasy

Basčarsija, turecka dzielnica

Mieszkam w najstarszej części miasta, wybudowanej w drugiej połowie XV w. przez Isa-beg Ishakovića. Zazwyczaj centrum miasta jest w… centrum miasta. Tymczasem w Sarajewie rolę centrum pełni najstarsza, zabytkowa, turecka dzielnica, która leży na wschodnim krańcu Sarajewa.

Sercem Basčarsiji jest studnia, wybudowana w 1891 r. w miejscu zniszczonej poprzedniej. Tuż przy niej znajduje się meczet, a naprzeciwko meczetu medresa - teologiczna szkoła muzułmańska. Przez bramę przechodzą młode dziewczyny z chustami na włosach. Pod pachą mają książki.

Błąkam się po brukowanych uliczkach, aż dochodzę do niskiego budynku z kamienia. Na dachu dwa rzędy kopuł. To bezistan (rynek, bazar), pochodzący z końca XIV w. Dziś również pełni funkcję bazaru, tylko przedmioty sprzedaży nieco się zmieniły.

Najstarsza dzielnica pełniła funkcje kupieckie i rzemieślnicze. Niskie, drewniane domy dawnych sprzedawców są dziś magnesem dla wszystkich odwiedzających miasto. Na miejscu z miedzi wyklepywane są naczynia do parzenia kawy. Kolorowe dywany piętrzą się w górę, na drewnianych wieszakach wiszą tkaniny z kaszmiru i piękne ozdoby. Czyste witryny cukierni kuszą chałwą, baklawą, roladami, ciastkami z fig i mnóstwem innych smacznych tureckich słodyczy. Zapach palonej kawy przedziera się przez zamknięte drzwi na ulicę. Przy każdej uliczce co kilkadziesiąt metrów są piekarnie i miejsca, gdzie można kupić smaczne, bałkańskie potrawy: kebaby, burki, sirnice, pity, čevapći, pljeskovica...

"Saray-ova", czyli równina wokół dworu

Region, w którym położone jest Sarajewo, Sarajevsko polje, ze względu na korzystne położenie geograficzne, zamieszkany był już od czasów prehistorycznych. Szeroka dolina rzeczna, żyzne gleby, liczne wzgórza i rzeki stanowiły atrakcyjne warunki dla osadnictwa. Odnaleziono tu ślady kultury paleolitu i neolitu. W Muzeum Miasta znajdują się zbiory ozdób, naczyń i grotów strzał pochodzących z tamtego okresu.

Lokalizacja miasta na głównej drodze wiodącej wzdłuż rzek Neretwa i Bosna, łączących świat śródziemnomorski z Panonią, umożliwiła przeplatanie się elementów kultury rzymskiej i bizantyjskiej.

Kiedy w XIV w. rozpoczęła się ekspansja Imperium Ottomańskiego, na półwyspie Bałkańskim zaszły ogromne zmiany. Dominacja Osmanów trwała cztery wieki, co odegrało znaczącą rolę w historii Bośni. Sarajewo uznaje się za miasto od 1462 r. Jego założycielem był wspomniany już otomański generał Isa-beg Ishaković. Wybudował on dzielnicę Basčarsiję, meczet, łaźnie oraz pałac gubernatora - "Saray". Nazwa miasta ma źródłosłów turecki, wywodzi się od "Saray", co oznacza dwór oraz "ova", co po turecku znaczy równina, pole.

Mozaika styli architektonicznych

Współczesne Sarajewo jest mozaiką styli architektonicznych. Miasto rozwinęło się w dolinie rzeki Miljacka o przebiegu równoleżnikowym. Jadąc od dworca położonego w zachodniej części Sarajewa do najstarszej, tureckiej dzielnicy, we wschodniej części, mam wrażenie podróży w czasie. Cofam się o kilkaset lat. Mijam współczesny dworzec, budynki banków, ostrzelany Uniwersytet. Tramwaj przejeżdża przez starszą dzielnicę; zabudowa pochodzi z czasów Monarchii Austro-Węgierskiej. Obszar dzisiejszej Bośni i Hercegowiny znalazł się w granicach Monarchii pod koniec XIX w., co miało ogromny wpływ na rozwój miasta. Wybudowano wówczas szkoły, pocztę, dworzec, nowoczesny wodociąg i kanalizację. Zmieniła się też architektura. Dziś w ścianach pięknych, nieco posępnych kamiennic są liczne ślady po ostrzale.

Jest zimno, minus dwa. Wokół "wiecznego płomienia", pomnika na cześć żołnierzy bośniackich, zgromadzili się ludzie. Utworzyli koło, grzeją zmarznięte ręce.

Tramwaj jedzie wzdłuż rzeki, przez którą przerzucone są piękne, kamienne mosty. Nagle wjeżdżamy do centrum. Wspaniały budynek biblioteki przenosi nas w świat arabski, do krainy z "Baśni z 1001 nocy".

Małe Jeruzalem

Sarajewo zawsze szczyciło się wielokulturowością i tolerancją wobec innych religii. Tu przy jednej ulicy stoją meczety, kościół katolicki, synagoga i kościół prawosławny.

W rezultacie wojny, na obszarze byłej Jugosławii zaszły duże zmiany w strukturze ludności. Przymusowe wysiedlenia i mordy ludności autochtonicznej doprowadziły do ujednolicenia struktury etnicznej i religijnej.

Nie wiadomo dokładnie, ile osób mieszka dziś w Sarajewie. Ostatni spis ludności był w 1991 r., rok przed wybuchem wojny. Teraz nie ma pieniędzy na przeprowadzenie nowego. Poza tym procesy migracji trwają nadal. Łączą się rodziny, część osób ucieka na zachód, niektórzy wracają. Obecnie około 80% mieszkańców Sarajewa stanowią Muzułmanie, jednak liczba ta jest tylko szacunkowa, gdyż procesy migracji na obszarze Bośni i Hercegowiny są nadal dynamiczne.

Amer pracuje w agencji nieruchomości. "Jest duży popyt - mówi - ale brakuje mieszkań". Trwa odbudowa miasta. Główna ulica Ferhadija została zagospodarowana. W parterach ostrzelanych dziewiętnastowiecznych budynków są sklepy i kawiarnie.

Wojenna rzeczywistość

Mieszkańcy Sarajewa pamiętają dokładnie maj 1992 r., kiedy rozpoczęło się ostrzeliwanie miasta. Topografia miasta bardzo ułatwiała Serbom atak. Ze wzgórz okalających miasto, widzieli je jak na dłoni. W najgorszej sytuacji byli mieszkańcy dna doliny, ci byli najbardziej widoczni. Na wzgórzach stacjonowało kilkanaście tysięcy żołnierzy. Miasto było oblężone przez 3 lata i przetrwało. Opór mieszkańców trwał niezwykle długo. Mimo, że byli odcięci od świata, brakowało broni, wody, żywności, leków i prądu, nie poddali się.

"Siedzieliśmy przy świeczkach lub lampach oliwnych - opowiada Samir. - W piecach paliliśmy, czym się dało. Gazetami, starymi ubraniami. Kto miał szczęście, przyniósł trochę drzewa z lasu. Zimą temperatura spadała poniżej -20'C. Nocami, w śniegu po pas, najsilniejsi wykradali się z miasta do innych wsi. Przynosili trochę mąki na chleb. Brakowało wody. Wielokrotnie do ludzi stojących w kolejce z kanistrami strzelali snajperzy".

Wojna zakończyła się w 1996 r. Ponad 49 tys. osób zostało rannych lub poniosło śmierć.

Dobrinja - "Welcome to Republic of Srpska"

Na południowym brzegu Miljacki, w zachodniej części miasta, na wzgórzu, znajduje się dzielnica Dobrinja, która dziś należy do Republiki Serbskiej. Przy wjeździe stoi tablica informująca o przekroczeniu granicy. W wyniku porozumienia zawartego w Dayton w 1995 r., sporne terytorium Bośni i Hercegowiny zostało podzielone na 2 części: Federację Chorwacko-Muzułmańską i Republikę Serbską. Kontrowersyjny podział do dziś budzi wiele dyskusji.

Dojeżdżam do pętli w Dobrinji. Z zatłoczonego trolejbusu wysiadają ludzie wracający z pracy i dzieci wracające ze szkół. Rozchodzą się po socjalistycznym blokowisku. Budynki są ostrzelane, częściowo zburzone. Zniszczenia są ogromne. W niektórych domach są dziury mające metr średnicy. Wyrwy po granatach. Skrzywione balkony. Spalone klatki schodowe. W większości mieszkań wiszą firanki, palą się światła. Gdzieniegdzie na sklepach czy na dworcu autobusowym są napisy cyrylicą. Jest kościół prawosławny.

Z lotniska położonego nieco niżej słychać dźwięk rozgrzewanych silników. Podczas wojny dla z ludności z okrążonego miasta jedną szansą na stosunkowo bezpieczne wydostanie się z Sarajewa było przejście tunelem wykopanym pod płytą lotniska. Ludzie zdobywali w ten sposób pożywienie, broń, leki. Transportowano rannych.

Muezin nawołuje, biją dzwony

Zachodzi słońce. Rozlega się nawoływanie muezina na modlitwę. Mężczyźni wstają od stolików, przy których pili kawę i kierują się w stronę meczetów. Jednym z pięciu filarów islamu jest modlitwa pięć razy dziennie. Przy wejściach na dziedzińce meczetów czekają czasem kobiety. W zamyśleniu obserwują modlących się mężczyzn lub plotkują.

Z nawoływaniem splata się współczesna muzyka dyskotekowa, dobiegająca za straganów. Turecka dzielnica to najbardziej turystyczna część miasta. Rozświetlone minarety są wszędzie. W którąkolwiek stronę się obracam, ponad dachami strzelają w niebo smukłe wieżyczki. Z muzułmańskimi nawoływaniami przeplata się dźwięk dzwonów kościołów katolickich.

Podchodzi do mnie Memko. Ma 12 lat. Nie ma rodziców. Mieszka z dziadkami w częściowo zburzonym domu na południowym brzegu Miljacki. Nie chodzi do szkoły. Jemy słodkie bośniackie ciasto z fig. Dziś jest wyjątkowo zimno, a Kemir ma tylko cienką, czerwoną kurtkę. Nie wiadomo dokładnie, ile dzieci zostało sierotami i półsierotami po wojnie. Jak Memko chodzą codziennie po ulicach wypatrując turystów. "Wy turyści zawsze macie pieniądze" - mówi.

Sarajewskie kobiety

Holenderski student, który mieszka od kilku tygodni w Sarajewie mówi, że "młode dziewczyny można podzielić na dwie grupy: ortodoksyjne muzułmanki lub barbi, nie ma klasy "średniej". Część dziewczyn z chustami zakrywającymi włosy, skromnie ubrana, z pochyloną głową przechodzi przez bramę medresy. Część w obcisłych dżinsach i butach na wysokim obcasie, w pełnym makijażu bez względu na porę dnia, spaceruje po ulicach Sarajewa. Podział utrzymuje się wraz z wiekiem. Starsze kobiety również są wyraźne podzielone na dwie grupy. Religia jest niezwykle ważna. Dyktuje sposób zachowania i ubierania się.

Z zimy na słoneczne wybrzeże

Wyjeżdżam z Sarajewa. Zburzony Dom Starców czeka na nowego właściciela. I na nowych mieszkańców. Mijają godziny. Autobus jedzie krętą drogą. Mija nas zielony gazik EUFOR. Misja pokojowa UE w Bośni, która rozpoczęła się w 2004 r., po wycofaniu się wojsk NATO, nadal trwa.

Przejeżdżamy przez zburzony Mostar. Po czterech godzinach przekraczamy granicę bośniacko-chorwacką i niedługo potem jadąc wzdłuż Neretwy docieramy do Adriatyku. Droga wiedzie wzdłuż wybrzeża. Słońce jest już dość nisko nad horyzontem i wyspy rzucają cienie na wodę. W autokarze jest ciepło, gra bałkańska muzyka. Śpiewał już Haris Dźinović. Teraz Tamburaše proszą "Ne dirajte mi ravnice jer ja ću se vratiti…" [nie zabierajcie mi pola, bo ja tu wrócę]. Tuż obok, na niewielkiej łódce rybak walczy z wysoką falą. Wieje bura. Mijamy się.

Zdjęcia do artykułu (9)

IMG_5110.jpgIMG_5137.jpgIMG_5241.jpgIMG_5243.jpgIMG_5255.jpgIMG_5286.jpgIMG_5396.jpgIMG_5431.jpgIMG_5504.jpg