Dwa lata temu odbyłem ciekawą podróż dookoła Stanów Zjednoczonych. Ten olbrzymi kraj posiada nie za dobrze, rozbudowaną sieć kolejową, więc jedynym środkiem lokomocji pozwalającym w miarę tanio przejechać od Atlantyku do Pacyfiku jest własny samochód bądź autobus. Samochód daje nam możliwość dotarcia do wszystkich prawie ciekawych zakątków kraju.

Liczne autostrady poprowadzone są w czterech kierunkach w sposób uporządkowany. Drogi o numerach parzystych prowadzą ze wschodu na zachód. Poczynając od biegnącej przy granicy kanadyjskiej autostrady nr. 94 numery spadają aż do nr. 8 oznaczającego autostradę tuż nad Meksykiem. Legendarna droga nr. 66 z piosenki Rolling Stonsów, łącząca wschód kraju z zachodem, nie spełnia już swojej funkcji - wzdłuż niej biegnie nowa autostrada.
Z najwyższym numerem nieparzystym - 95 do czynienia mamy przy wybrzeżu Atlantyku. Najbardziej na zachód poprowadzona autostrada o przebiegu południkowym ma numer 5. Dalej jest jeszcze przepiękna droga nr. 1 biegnąca nad stromym wybrzeżem Pacyfiku.
Przy przekraczaniu granic kolejnych stanów należy zwrócić uwagę na obowiązujące ograniczenie prędkości. Waha się ono od 65 mil/h (ok. 110 km/h), tak jest z reguły po wschodniej stronie Apallachów, do 75 mil/h - na 'Dzikim Zachodzie'. Tu najbardziej 'dzika' jest Montana, po której można za dnia jeździć z dowolną prędkością! Jest to zrozumiałe, bo często widzi się jeden, no może dwa samochody na horyzoncie. Dla amatorów szybkiej jazdy w innych stanach istnieje na szczęście przepis zabraniający policji stanowej pościgu poza swoim stanem, więc zawsze istnieje możliwość ucieczki.
Jeżeli chcemy zajechać najdalej na południe USA, naszym celem stanie się wyspa Key West - końcowa wyspa archipelagu Floryda Keys. Prowadzi na nią szereg mostów, z których najdłuższy ma aż 11 km długości! Na wyspie znajduje się dom Hemingwaya oraz wielki kawał betonu z napisem informującym, że oto od wybrzeży Kuby dzieli nas ok.90 mil. Odległość do Miami wynosi ok. 250 km. Najpiękniej wyglądają kolory wody: z jednej strony błękit Atlantyku, z drugiej turkusowa Zatoka Meksykańska.
Pamiętam jak jadąc na zachód, przez Teksas, nagle spostrzegłem, że lasy już daleko za mną i zaczęła się półpustynia. Jeszcze zanim wjechałem w teren wybitnie suchy, zawitałem do Panny Marii. Jest to najstarsza polska osada założona w połowie XIX w. przez chłopów, którzy przybyli tu ze Śląska. Krajobraz Dzikiego Zachodu zaczyna się z chwilą wjazdu w Kordyliery. Tu zaczyna się prawdziwa przygoda. Z miejsc, do których łatwo i warto dotrzeć wymienię tylko: Organ Pipe Cactus, Grand Canyon, Monument Valley - parki w Arizonie, oraz Bryce Canyon, Natural Bridges, Zion - Utah. Wszędzie, i to może jest aż nazbyt wygodne, można mnóstwo zobaczyć nie wysiadając z samochodu.
Stanem, znacznie różniącym się od reszty USA jest Alaska. Aby wybrać się tam radzę postąpić następująco: linie autobusowe Greyhound oferują tanie połączenia na dowolnych trasach. Podróż Nowy Jork - Seattle trwa ok. 70 godzin. Autobus jedzie dzień i noc. Przesiadamy się w Chicago i potem jeszcze w Billings, w stanie Montana. Podczas przesiadek trzeba się spieszyć z przeładowaniem bagażu, bo żadnych miejscówek nie ma. Jak się nie dostaniemy, albo nie zmieścimy, to pojedziemy następnym autobusem. Tu się nikomu nie śpieszy. W drodze są jeszcze krótkie, parominutowe przerwy na papierosa oraz nieco dłuższe - przy fast food'ach typu McDonald's. Podróż taka jest bardzo męcząca fizycznie i psychicznie, ale widzi się piękne krajobrazy i poznaje ciekawych, kolorowych Amerykanów.
W Seattle należy udać się do biura Alaska Airlines i kupić bilet do Anchorage za 100 $ w jedną stronę. Można wynająć cztery kółka na lotnisku w Anchorage. Są przy tym pewne kłopoty, np. trzeba mieć kartę kredytową i najlepiej ukończone 25 lat. Jeżeli się tych wymogów nie spełnia to należy pójść do schroniska młodzieżowego i tam skrzyknąć paru chętnych to będzie i taniej i weselej.
Jeżeli wolimy przez większą część czasu jechać po asfalcie, możemy wybrać się do Seward, na półwysep Kenai na Pacyfiku. W pobliżu znajduje się wspaniały Park Narodowy Kenai Fiords. Można dojechać pod sam jęzor lodowca Exit, który wypływa z olbrzymiego Harding Icefield. Polecam także wybrać się ok. 400 km na północ do parku Denali - indiańska nazwa góry McKinley. W głąb parku możemy dotrzeć wahadłowymi autobusami.
Prawdziwa przygoda zaczyna się jednak na północ od Fairbanks, na drodze o szumnej nazwie James W. Dalton Highway. Jest to wysoko sypana w celu izolowania wiecznie zmarzniętego gruntu szutrowa droga. Została wybudowana w 1974 roku po to, aby można było wzdłuż niej poprowadzić rurociąg naftowy. Droga zaczyna się jakieś 100 km na północ od Fairbanks, w okolicy miejscowości Livengood. 90 km przed nami płynie wielka rzeka Jukon, 214 km dzieli nas od koła podbiegunowego, 297 km od jedynej stacji benzynowej - Coldfood. Do robotniczej osady Deadhorse i Brudhoe Bay nad Oceanem Arktycznym skąd rurociąg bierze swój początek jest ok. 800 kilometrów trasy przez tajgę, malownicze, ale posępne góry Brooks'a i dalej przez tundrę równiny nadmorskiej. Po drodze widzimy łosie, karibu, a jak mamy szczęście to i grizzli. Czasem mijają nas olbrzymie ciężarówki wiozące robotnikom żywność, to znów my mijamy kolosy na paru dziesięciu kołach załadowane wielkimi części przemysłowymi.
Tuż za Coldfood, gdzie uzupełniamy bak przy pomocy niesprawnej pompy (większość stacji benzynowych na Alasce źle działa !), można zobaczyć ciekawą osadę Wizeman. Mieszkają tu Indianie Athabaskowie wraz z białymi osadnikami. Do Deadhorse zostało jeszcze kilkaset km. Przekraczamy grań gór Brooks'a (ok.1500 m npm) i zjeżdżamy na równinę zwaną Północnym Stokiem. Tu już tracimy z oczu rurociąg, który do tej pory biegł na palach to po prawej, to po lewej stronie drogi.
Przy prędkości ok. 90 km/h, robiąc przystanki dla rozprostowania kości i na zrobienie kilku szybkich zdjęć, na przejechanie z Fairbanks nad morze Beauforta potrzebujemy ok. 14 godzin.
W Deadhorse można rozbić za darmo namiot nad rzeką Sagavanuktok. Musimy być jednak odporni na potworne ilości komarów! Nieopodal znajdują się robotnicze baraki, ze trzy hotele (najtańsza doba około 100 $) oraz knajpa i stacja benzynowa. Dalej na północ, nad sam ocean trzeba pojechać firmowym busem. Teren nadmorski jest bowiem własnością firm wydobywczych Arco i BP. Miejscowość Deadhorse jest najdalej na północ wysuniętym punktem w USA, do którego wszystkim wolno dojechać. Jest to powyżej 700 szerokości północnej, nieco więcej niż jeden stopień na południe od półwyspu Point Barrow - północnego czubka Alaski. Pojechać tam na pewno warto!


