Przez 9 dni można było usłyszeć w radio, że mamy najdłuższy weekend nowoczesnej Europy. Trzeba wykorzystywać takie okazje. Tym razem cel naszej wycieczki to kraj naszych "bratanków"- Węgry

Budapeszt
Wiele słyszeliśmy o wspaniałościach węgierskiej stolicy i dlatego tam udaliśmy się w poszukiwaniu wrażeń i przede wszystkim pięknej pogody. Z planów wyjazdu w godzinach wczesnoporannych nic nie wyszło, dlatego po kilku korkach na trasie i pokonaniu 480 km dojechaliśmy nad Dunaj późnym popołudniem. Tradycyjnie zaczęliśmy urlop od poszukiwania miejsc noclegowych. Pomagając sobie informacjami z przewodnika trafiliśmy do hotelu Csillaghegy Strand w Obudzie - jednej z dzielnic Budapesztu. Jedyną zaletą tego hotelu jest możliwość skorzystania z darmowej kąpieli w termalnym basenie hotelowym oraz dość miła obsługa posługująca się językiem angielskim. Sam pokój i łazienka na korytarzu były w takim stanie, że usłyszałem od mojej żony, że dłużej niż jedną noc tu nie pomieszkamy.
Ponieważ nie było jeszcze późno, a Krzyś wyspał się po drodze, rozejrzeliśmy się po Budapeszcie, a konkretnie po Budzie - lewobrzeżnej części miasta, przy światłach nocy. Jest co oglądać i gdzie spacerować. Wszystkie zabytki oraz wspaniałe mosty są oświetlone i można się nimi zachwycać bez końca. Nie lada gratka również dla fotoamatorów.
Pomimo ostrzeżeń o dużym ruchu i trudnościach w parkowaniu, zaparkowaliśmy przy samym moście łańcuchowym Szehenyiego. Most prezentuje się znacznie ciekawiej nocą niż w dzień. Tuż obok mostu znajduje się dolna stacja kolejki Siklo, którą leniuchy wjeżdżają na Wzgórze Zamkowe. My też nie mogliśmy pozbawić tej króciutkiej atrakcji naszego syneczka. Kolejka jeździ tu już od 1870 roku, tylko że teraz ma napęd elektryczny, który zastąpił dawny parowy. Ze Wzgórza podziwiamy panoramę Pesztu - części prawobrzeżnej miasta. Jednak, o czym przekonaliśmy się później, widoki nie są aż tak piękne jak z przeciwnej strony rzeki na cudownie oświetlone Wzgórze Zamkowe. Buda to historyczna, zabytkowa część miasta. W budynkach pałacowych mieści się Węgierska Galeria Narodowa, Muzeum Sztuki Wspólczesnej, Muzeum Historii Budapesztu oraz Biblioteka Narodowa. W godzinach wieczornych spacerują tu pary zakochanych a grupki turystów gromadzą się przy fontannie Macieja, której figurki z brązu przypominają o legendzie Ilonki. Zakochała się ona w nieznajomym spotkanym na polowaniu, a gdy odkryła, że jest on królem i że nie ma szans na trwały związek, pękło jej serce.
Bardziej na północ znajduje się, zwiedzany przez nas już następnego poranka, neogotycki kościół Macieja. Jest to replika XIII wiecznej świątyni odbudowanej w XIX wieku. Wnętrze zaskakuje nas swoim przepychem. Przyzwyczajeni do surowych ścian kościołów w Polsce i nie tylko, otwieramy szeroko oczy podziwiając freski o bajecznych kolorach oraz złocone ołtarze i posągi.
Obok kościoła znajduje się Baszta Rybacka - siedem wieżyczek połączonych ze sobą schodkami i krużgankami. Przepięknie prezentuje się przy porannym słońcu a po południu jest doskonałym punktem widokowym na Dunaj i znajdujący się na przeciwnym brzegu Peszt.
Pomiędzy basztą i kościołem stoi pomnik króla Stefan( po węgiersku Istvana ), założyciela państwa węgierskiego, który doprowadził do przyjęcia chrześcijaństwa przez Węgrów i koronował się w 1000 roku na pierwszego króla Węgier.
W poszukiwaniu nowych wrażeń i przede wszystkim noclegu udaliśmy się do Pesztu. W Biurze Informacji Turystycznej znajdującym się przy Sütö utca 2, w pobliżu głównej stacji metra, można uzyskać mapki, przewodniki, informatory, a przede wszystkim szereg odpowiedzi na wszelkie pytania w kilku językach (po polsku jeszcze nie). Tu otrzymaliśmy adres biura zajmującego się wynajmem kwater oraz polecono nam restaurację Fatal przy Vaci utca 67, gdzie udaliśmy się poganiani głodem. Jedzenie okazało się być wyśmienite - narodowa kuchnia węgierska, porcje ogromne, a ceny jak na centrum Pesztu bardzo przystępne. W biurze wynajęliśmy kwaterę i dowiedzieliśmy, że z powodu święta pracy Węgrzy też mają długi weekend. Oznaczało to jeszcze 2 dni braku tłoku na ulicach i darmowego parkowania w samym centrum.
Spacerując wzdłuż Dunaju zawędrowaliśmy aż na wyspę Małgorzaty, gdzie bardzo wielu Węgrów czynnie spędza wolny czas. Na wyspie znajdują się ekskluzywne hotele, termalne baseny, liczne korty tenisowe, boiska, ale przede wszystkim cała wyspa to jeden ogromny park, gdzie można pojeździć na rowerze, wrotkach, hulajnodze lub pospacerować.
Głowną promenadą Budapesztu z atrakcyjnymi restauracjami, cukierniami, knajpkami, klubami oraz sklepikami jest Vaci utca. Biegnąca równolegle do Dunaju tętni ona życiem zwłaszcza w godzinach nocnych. Trochę bardziej na północny-wschód dochodzimy do bazyliki św.Stefana. Budowla o wysokości 96 metrów budowana przez pół XIX wieku, a remontowana do tej pory urzeka swym wnętrzem. To kolejny bardzo bogaty, zdobiony licznymi barwnymi freskami, marmurami, rzeźbami kościół, w którym znajduje się najsłynniejsza relikwia węgierska - prawa ręka króla Stefana.
Jeszcze dalej na północny-wschód znajduje się park miejski Varosliget, do którego jednak lepiej dojechać metrem. Pieszo to spory kawałek drogi. Wysiadamy przy placu Bohaterów lub przy kąpielisku Szehenyi. W samym parku sztuczne jezioro otacza bajkowy zamek Vajdahunyad, w którym mieści się Muzeum Rolnicze. Można wynająć rower aby pojeździć po parku. My jednak wynajęliśmy rower wodny i podziwialiśmy zamek i park od strony wody. Okazuje się, że Węgrzy też mają swego kronikarza Anonima, który w XII-XIII wieku pisał o historii średniowiecznych Węgier. Jego pomnik stoi przed zamkiem. W tym samym parku znajduje się kąpielisko Szehenyi z termalnymi basenami, których w Budapeszcie i całych Węgrzech mnóstwo. W pobliżu również raj dla dzieci - zlokalizowane tuż obok siebie cyrk, wesołe miasteczko i zoo. Jest co robić przez cały dzień.
Miejscem na wspaniałą wycieczkę z Budapesztu jest barokowe miasteczko Szetendre. Polecam rejs statkiem z przystani obok mostu Szehenyiego po stronie Pesztu. Spacerując wśród labiryntu domków i kościołów można zapomnieć, w którym wieku żyjemy. Miasteczko to upodobali sobie również węgierscy artyści, którzy tutaj tworzą różnoraki dzieła sztuki. Poza miastem znajduje się chyba największy na Węgrzech skansen. Prezentowane są tu chaty z różnych regionów Węgier i na pewno warto poświęcić kilka chwil na dłuższy spacer. Na głównym placu Fö ter można kupić pamiątki w licznych butikach po cenach niższych niż w Budapeszcie.
Zauroczeni miastem, po trzech dniach zwiedzania zauważyliśmy, że nasz portfel jest coraz cieńszy. Budapeszt jest jednak drogim miastem. A to przecież dopiero połowa weekendu. Po krótkiej naradzie postanowiliśmy pojechać gdzieś na "prowincję". Wybór padł na Eger i okolice.
W drodze do Egeru zwiedziliśmy jeszcze pałacowe muzeum w Gödölö. Pałac Grassalkowiczów już w znacznej części odrestaurowany z przylegającym doń parkiem był podobno ulubionym miejscem księżniczki Sissi i cesarza Franciszka Józefa. Im też jest poświęcona większość ekspozycji muzealnej. Pałac był zbudowany przed 250 laty. Pierwotnie posiadał powierzchnię 17000 qm, z czego większość czeka jeszcze na odrestaurowanie. Barokowy park ma powierzchnię 28 ha. W pałacu istnieje możliwość zrobienia sobie pamiątkowej fotografii w stroju z epoki księżniczki Sissi. Często odbywają się tutaj koncerty i festiwale.
Eger
Miasteczko Eger, położone w słonecznej dolinie słynie z produkcji wyśmienitego wina. Przy upalnej jak na początek maja pogodzie opanowane zostało przez Polaków. Termalny basen w centrum miasta i żar lejący się z nieba to oprócz wina wystarczający powód aby spędzić tu kilka dni, a może i całe wczasy. Pomimo dużej ilości turystów bez problemu znaleźliśmy kwaterę, mając spory wybór w lokalizacji i cenach. Noclegi okazały się być 4 krotnie tańsze niż w Budapeszcie, przy takim samym standardzie.
Po wizycie w punkcie informacji turystycznej zlokalizowanym w samym centrum miasta przy Dobö Istvan ter, gdzie otrzymaliśmy mapki, mały przewodnik w języku polskim, wykaz hoteli i restauracji, udaliśmy się na basen. Wejściówka za 400 Ft uprawnia do przebywania na basenie przez cały dzień, ale nie można z niego wychodzić. Jest tu basen dla maluchów, gdzie woda o głębokości 50cm ma temperaturę 30°C. Obok wylegują się starsi w wodzie jeszcze cieplejszej. Jest też ogromny basen, w którym woda ma tylko 26°C i głębokość nawet do 2,5 m. Można również skorzystać z leczniczych masaży. Jeśli komuś kąpiel kojarzy się z wylegiwaniem w gorącej wodzie, to polecam termalny basen w Egerszalok. Jest podświetlany, szczególnie atrakcyjny wieczorem, czynny do 24.
Nad miastem góruje zamek, a właściwie to co z niego zostało. Po tureckiej napaści w 1552 i bohaterskiej obronie zamku, kolejny najazd w roku 1596 znacznie zniszczył zamek. Bohaterska obrona przysporzyła sławy dowódcy Istvanowi Dobö, którego pomnik stoi dziś na głównym placu miasta, zresztą też noszącym jego imię.
Dla dzieci szczególnie interesujące są różnego kalibru armaty porozstawiane wzdłuż murów obronnych. W sali bohaterów pałacu biskupiego spoczywa dowódca obrony zamku. Z innych budowli pozostały jedynie ruiny. Można jeszcze zejść do podziemnych korytarzy. Musieliśmy szybko zwiedzać zamek, ponieważ wieczorem tego samego dnia nasz syn po raz pierwszy w życiu wybierał się do cyrku, który akurat zawitał do miasta. Po drodze zajrzeliśmy jeszcze do minaretu - jedynej pozostałości po tureckim meczecie. Rozczarował nas jednak. Wygląda bardzo samotnie i niepozornie. Cyrk też nie był rewelacyjny, ale naszemu maluchowi bardzo się podobało, zwłaszcza wprowadzony na kilka chwil niedźwiadek, oraz koniki, na które jednak nie miał odwagi wsiąść.
Trochę zmęczeni upałem postanowiliśmy wybrać się w góry. Niedaleko Egeru leżą góry Matra z najwyższym szczytem Węgier Kekestetö(1018 m). Zapowiadała się niezła wyprawa, ale ze wspinaczki nic nie wyszło, ponieważ na szczyt można wjechać samochodem. No prawie na sam szczyt. Zamiast wspinaczki odbyliśmy zatem godzinny spacerek po najwyższej węgierskiej górze i pojechaliśmy dalej. Odwiedziliśmy jeszcze kościółek w Feldebro, zbudowany na XII wiecznej krypcie z resztkami równie starych fresków oraz grobem króla Aby sprzed prawie 1000 lat. Był otwarty ponieważ akurat zwiedzała go wycieczka węgierskich emerytów. Wycieczkę zakończyliśmy w dolinie Szepasszony (po naszemu Dolina pięknych kobiet), gdzie jednak nie kobiety są główną atrakcją, a kilkadziesiąt piwniczek winnych. Można tu po degustacji kupić po rozsądnych cenach różne rodzaje miejscowego wina. W reklamowanej przez przewodnik piwniczce 31 nikt nie mówił po angielsku lub niemiecku, a obsługa była niezbyt miła, za to godna polecenia, ze względu na obsługę i przede wszystkim pyszne wino jest piwnica nr 16. Nam najbardziej smakowało czerwone Muskately i białe Leanyka. Dobrze, że małżonka ma prawo jazdy bo po wielu degustacjach z jazdą samochodem mogło być nieco problemów. Piechotą z centrum to jakieś 20 minut w kierunku zachodnim. Podobno warto tu przyjechać jesienią, kiedy odbywa się święto winobrania. Pożyjemy - zobaczymy.
W samym Egerze prócz zamku jest wiele ciekawych miejsc do zobaczenia. Drugim pod względem wielkości kościołem Węgier jest tutejsza bazylika. Niestety przy kościołach budapesztańskich wypada dość blado. Latem warto posłuchać tu codziennych południowych koncertów organowych. Tuż obok katedry znajduje się pałac arcybiskupi z wystawą kościelnych zabytków oraz barokowy gmach Liceum mieszczący bibliotekę oraz Muzeum Astronomiczne.
Przy placu Istvana Dobö znajduje się barokowy kościół Minorytów obok którego mieści się punkt informacji turystycznej.
Po spędzeniu kilku dni w Egerze nadszedł czas wyjazdu do Polski. Po drodze jednak odwiedziliśmy jeszcze jedno miejsce warte polecenia. Pojechaliśmy do Hölökö. Jest to wioska w pobliżu miasteczka Szecseny umieszczona na liście zabytków UNESCO. Podobnie jak w słowackim Vlkolincu czas tutaj zatrzymał się. Nad wioską górują ruiny średniowiecznego zamku (wstęp płatny). Stąd spacerując przez las dochodzimy do wioski będącej zamieszkałym skansenem. W każdym budynku mieści się sklepik z wyrobami tutejszych artystów lub muzeum prezentujące ich twórczość. Jest też i knajpka oraz wiejski kościółek w środku wioski. Warto nadrobić kilka kilometrów by przez 2-3 godzinki znaleźć się w XIX wieku.
Praktyczne informacje:
- Niezależnie od pory roku warto mieć na Węgrzech strój kąpielowy - chyba wszędzie są baseny termalne
- Znacznie tańsze noclegi są poza centrum Budapesztu (na przykład w przepięknym Szetendre kwatera prywatna dla 2 osób kosztowała 50 DM, a w Budapeszcie oddalonym o kilka kilometrów 2 razy drożej)
- System komunikacji w Budapeszcie jest rewelacyjny - metro, kolejka, autobusy i trolejbusy zawiozą turystę wszędzie
- Nie ma również problemu z jazdą własnym samochodem - w dni wolne od pracy parkowaliśmy w samym centrum
- Rejsy po Dunaju możliwe są również nocą - wtedy z kolacją na pokładzie
- Polecam winną dolinę w Egerze - zarówno zaopatrzenie na pobyt jak i do domu - im więcej kupujesz tym taniej
Więcej artykułow Piotra Bułacza na stronie: piotbula.republika.pl/archiwum