Wydanie internetoweAfryka

Czerwona wyspa

Zbigniew HauserMadagaskar
Czerwona wyspa

Magadaskar jest czwartą co do wielkości wyspą świata, zwaną także "Czerwoną Wyspą" ze względu na barwę występujących tam powszechnie gleb laterytowych. Z lotu ptaka przedstawia silnie pofałdowany płaskowyż barwy brunatno-czerwonej, z rzadka usiany kępami lasów. Tylko na wschodzie i północy występują większe obszary leśne tworzące dziś parki narodowe - główny skarb Madagaskaru, który przyciąga z całego świata przyrodników i turystów zafascynowanych unikalną przyrodą wyspy. Na Madagaskarze można bowiem znaleźć liczne endemity - tj. gatunki roślin i zwierząt żyjące tylko tam, wśród nich słynne lemury (małpiatki) i kameleony.

Mapa trasy: Czerwona wyspa
Mapa trasy

Zły stan dróg sprawia, że podróżowanie po wyspie jest męczące i trwa długo. Nie da się jej objechać dokoła, bo brak jest obwodnicy. Asfaltowe drogi prowadzą tylko ze stolicy Antananarywy (zwanej przez wszystkich skrótowo Taną) na południe do Toliara (Tulear), na północny-zachód do Mahajanga (Majunga) i na wschód do Toamasina (Tamatave). Pozostałe drogi, w większości pokryte wspomnianym laterytem, to wyboiste i pyliste wertepy. Kursują po nich tzw. taxi-brousses - podstawowy środek lokomocji na Madagaskarze (właściwie nie ma normalnych autobusów). Są to pojazdy zbliżone kształtem do furgonów. Zabierają kilkunastu pasażerów. Dwóch siedzi w szoferce (są to miejsca uprzywilejowane, by się tam znaleźć trzeba podjąć negocjacje z kierowcą), reszta jedzie z tyłu. Za około 100 kilometrów jazdy taxi-brousses płaci się około 3 USD, a więc tanio. Wynajmowanie normalnej taksówki - tzw. taxi-contract jest kilka lub kilkunastokrotnie droższe. Linii kolejowych obecnie prawie nie ma. Zlikwidowano je jako nierentowne. Kiedyś wielką atrakcją była podróż pociągiem przez góry wokół Tany na wybrzeże wschodnie do Toamasina.

W czasie długiej jazdy kierowca zatrzymuje się na "popas" w przydrożnych restauracyjkach. Można tam zjeść różne przysmaki kuchni malgaskiej, która różni się bardzo od kuchni afrykańskiej. Narodowe danie "romanzava" przyrządzane jest z mięsa zebu, z dodatkiem ryżu i jarzyn (przeważnie manioku). Popija się to winem lub zupą "rano vola" (gorąca woda pozostała w rondlu po gotowaniu ryżu) lub wywarem z ziół "bredes". Pospolitymi daniami są też "hen'omby" (wołowina), "hen'andrano" (ryba) lub "hen'akoho" (kurczak). Na wybrzeżu, gdzie mieszka wielu Hindusów i Chińczyków, spotyka się często potrawy indyjskie lub chińskie.

Wszystkie te tanie (około 2 USD) dania są dość smaczne, co nie znaczy, że bezpieczne. Turysta rzadko kiedy może uczestniczyć w przygotowaniu potraw, toteż niekiedy degustacje kończą się "złapaniem" pasożytów - nawet ameby. Moim ulubionym "ulicznym" przysmakiem były placuszki warzywne - monfsakai.

Hotele są również dość tanie. W małych miasteczkach można znaleźć pokoiki za 30 - 75 tysięcy FMg (dwójka). Czystość ich bywa różna. Pieniądze wymienialiśmy wyłącznie w Tanie, gdzie kurs jest najbardziej korzystny. Najlepszy jest na ulicy, przy kantorze w centrum. Trzeba mieć jednak "ochronę" (np. wymieniać przez okno samochodu), by nie zostać oszukanym. W sierpniu 2000r. za jednego USD płacono 6,5 tysiąca FMg.

Co przede wszystkim trzeba zobaczyć na Madagaskarze? Oczywiście parki narodowe rozsiane po całym kraju. Jest ich kilkanaście. Niektóre są bardzo trudno dostępne. Do każdego wstęp kosztuje 50 tysięcy FMg, wynajem przewodnika (na cały dzień lub pól dnia) 50-75 tysięcy FMg od grupy i ewentualnie wynajem land rovera i noclegi (jeśli nocuje się na terenie parku).

Naszą podróż po wyspie rozpoczęliśmy od stolicy - Tany, gdzie zatrzymaliśmy się na misji polskich ojców Oblatów. Tana położona jest malowniczo na kilku wzgórzach. Są tam liczne kościoły różnych wyznań (na ogół nie są zabytkami), jest kilka muzeów etnograficznych (z bardzo skromnymi ekspozycjami). O wiele ciekawsze są niektóre atelier oferujące na sprzedaż dzieła sztuki ludowej. Najciekawszymi obiektami - i chyba jedynymi znaczącymi zabytkami - są dwa pałace z czasów niepodległej monarchii malgaskiej z XIX wieku. Jeden z nich, kilkupiętrowy, z arkadami i wieżyczkami, wzniesiony przez francuskiego architekta Laborde'a, należał do wieloletniego premiera Rainlatarivony w XIX wieku. Dziś mieści się w nim muzeum wnętrz i regaliów. Drugi to Rova, dawny pałac królowych Madagaskaru, przed kilku laty spalony w niewyjaśnionych dotąd okolicznościach. Spłonął XVIII-wieczny, "wewnętrzny" pałac drewniany (oryginalny zabytek malgaski). Pozostały wypalone mury pałacu "zewnętrznego", wzniesionego również przez Laborde'a. Obok stoi dawny kościół zamkowy. Na teren ruin wchodzi się przez dziurę w drucianym płocie, po uiszczeniu umownej opłaty pobieranej przez samozwańczych "strażników" obiektu.

Madagaskar zamieszkuje 18 grup etnicznych. Tylko jedno plemię Merynów, pod przywództwem arystokracji Hova, wytworzyło w drugiej połowie XVIII wieku stabilną państwowość. Królestwo Hovów, na centralnym płaskowyżu, przetrwało do podboju francuskiego w 1895r. Od 1960r. wyspa jest niepodległą republiką - Repoblikan'i Madagasikara.

W okolicach Tany rozłożyło się pierścieniem 12 "świętych" wzgórz, z których najważniejszym jest Ambohimanga, z letnią rezydencją królewską. Wewnątrz murów stoi drewniana "rova" z XVIII wieku i dwa pawilony "rokokowe" z połowy XIX wieku, wzniesione przez Laborde'a dla królowej Ranavalony I, zwanej Okrutną (na jej rozkaz wypędzono lub wymordowano mieszkających w kraju kupców i misjonarzy europejskich oraz przywrócono tradycyjne wierzenia związane z kultem przodków). Do dziś, obok pałacu, składa się krwawe ofiary z bydła zebu, a pielgrzymi malgascy zapalają tam świeczki. Poniżej rezydencji znajduje się dawny plac zebrań ludu (do którego władca przemawiał z murów zamkowych), a jeszcze niżej miejsce sądów królewskich.

Na drugim "świętym" wzgórzu - Ambohidratrimo stoi zadbana drewniana "rova" (muzeum etnograficzne) otoczona domkami "duchów" (przodków). Pokazuje się tam tzw. kamień płodności (słup z dwiema wypukłościami). Przyprowadzanym tu bezpłodnym kobietom zawiązywano oczy i okręcano je dokoła. Musiały dotknąć kamienia. Jeśli kobieta dotknęła lewej piersi to miała urodzić chłopca, jeśli prawej - dziewczynkę, jeśli obu - bliźnięta.

Najbardziej spektakularnym ze wzgórz jest Antsahadinta. Jest to miejsce trudno dostępne (dojazd tylko terenowym land roverem). Oprócz "rovy" znajdują się tam liczne grobowce rodziny królewskiej i arystokracji malgaskiej (niektóre z XVII i XVIII wieku). Ze wzgórza roztacza się wspaniały widok na okolicę.

Do niedawna jedną z atrakcji Tany był niezwykle barwny targ Zoma, zajmujący całe centrum miasta, na który zjeżdżali tubylcy z bliska i daleka. Ponieważ dezorganizował on komunikację w centrum i był znanym siedliskiem bandytyzmu, został podzielony na odcinki i przeniesiony w różne okolice Tany, która i dziś - zwłaszcza przy dworcach "taxi-brousses" jest jednym wielkim targowiskiem. Jedną z ulic centrum nazwano ulicą Beniowskiego. W centrum Tany rozciąga się duże jezioro Anosy, do którego w XIX wieku wrzucano "krnąbrnych" młodzieńców z bardzo licznej rodziny królewskiej. Pozbywano się w ten sposób pretendentów do władzy. Na środku jeziora, na wyspie, wznosi się Pomnik Poległych w I wojnie światowej.

Obowiązkowym punktem wizyty w Tanie - zwłaszcza dla tych, którzy nie mają możliwości przebywania w parkach narodowych - jest zwiedzanie Ogrodu Zoologiczno-Botanicznego Tsimbazaza położonego na obrzeżach miasta. Można z bliska zobaczyć m. in. liczne gatunki lemurów, wśród nich piękne, biało-czarne puszyste sifaki, a także trudną do zobaczenia fossę (największego drapieżnika wyspy, porównywanego z pumą). Jest tam też dział etnograficzny prezentujący chaty z różnych rejonów "Wielkiej Wyspy", kamienne grobowce poszczególnych plemion - a wszystko to w naturalnej scenerii. W budynku mieszczącym muzeum można na przykład zobaczyć wielkie jajo wymarłego ptaka, słonia "oepyornis" i szkielet dinozaura. W czasie wizyty wieczornej (za osobną opłatą) można zobaczyć słynnego krewniaka lemurów - palczaka "aye-aye" żerującego tylko nocą. Część zwierząt w parku przebywa w warunkach "pół-wolności", część w klatkach. Wstęp do parku kosztuje 20 tysięcy FMg.

Ze stolicy Madagaskaru Antananarywy wyjechaliśmy na południe, do Antsirabe. Jest to dawny, obecnie bardzo zaniedbany kurort założony przez Francuzów na początku XX wieku wokół tamtejszych gorących źródeł. Termy już nie działają, więc musieliśmy jechać do odległego o 20 kilometrów Betafo, dawnego miasta królewskiego z interesującą architekturą domów zdobionych kutymi balkonami i kratami. W wiosce na obrzeżach Betafo funkcjonują "łazienki wiejskie" tj. kamienne wanny, do których doprowadza się rurociągiem gorącą wodę z gór. Woda jest czysta i można się kąpać bez obawy infekcji.

W okolicach Antsirabesą liczne są piękne jeziora. Do najsłynniejszego z nich, Lac Tritriva można dojechać tylko landroverem bardzo wyboistą drogą lub wędrować pieszo 14 kilometrów. Jednak wysiłek opłaca się. Choć sam brzeg tego kraterowego, położonego w skalnej zapadlinie jeziora jest niedostępny, to urzeka barwa wody (czarna jak atrament) i przedziwny kształt zbliżony do konturów mapy Madagaskaru. Kąpiel w jeziorze uniemożliwiają liczne "fady" (zakazy), związane z wierzeniami malgaskimi, a także względy ekologiczne (status parku narodowego).

W kolejnym mieście Fianarantsoa zatrzymaliśmy się na misji polskich OO. Kamilianów, którzy opiekują się chorymi i pracują w tamtejszym szpitalu. Podwieźli nas oni do legendarnej Marany - kolonii trędowatych, założonej przez polskiego jezuitę, O. Jana Beyzyma, który zmarł w opinii świętości w 1912r. Po jego rychłej już beatyfikacji kościół w Maranie otrzyma rangę sanktuarium. Fianarantsoa jest głównym miastem plemienia Betsileo, które przechowało tradycyjne budownictwo, stroje i zwyczaje.

Stamtąd pojechaliśmy wyboistą drogą do parku narodowego Ranomafana, położonego wśród gór porośniętych lasem deszczowym. Mieszkają tam liczne gatunki lemurów. Jest to jeden z bardziej znanych parków narodowych Madagaskaru. Padający przez cały dzień ulewny deszcz uniemożliwił bardziej szczegółową penetrację. Czas w Ranomafanie spędziliśmy pławiąc się w tamtejszym basenie przy gorących źródłach i na konsumowaniu doskonałych raków dostępnych za grosze.

Następnie skierowaliśmy się dalej na południe, zatrzymując się w parku narodowym Isalo - położonym w otoczeniu nagich, obłych gór i skalistych wąwozów rozciągających się wokół wsi Ranohira, gdzie można tanio (40 tys. FMg, dwie osoby) przenocować. Z kilku tamtejszych tras najciekawsze są dwie. Rano jedzie się landroverem (lub idzie pieszo w obowiązkowym towarzystwie przewodnika) do rezerwatu Canyon des Singes (Wąwóz Lemurów), gdzie w gęsto zalesionym, skalistym kanionie ogląda się z bliska lemury sifaka i katta (te ostatnie z pręgowanymi ogonami) oraz kameleony. Po południu wędruje się pięć kilometrów, wśród kopulastych skał porośniętych endemiczną roślinnością (Pachypodium, aloesy, karłowate baobaby) do Piscine Naturelle - zbiornika wodnego z kaskadą i krystalicznie czystą wodą. Poza samym parkiem Isalo znajdują się trzy grupy skalne o nazwach: Oasis, Królowa Isalo (głowa tej "królowej" oglądana z różnych stron przybiera różne kształty) oraz Okno Skalne, przez które ogląda się wschody i zachody słońca. Okoliczne skały przypominają kształtem hinduskie świątynie.

Następnie dojechaliśmy do największego miasta na południu - Toliara (zabudowanego architekturą kolonialną). Wybraliśmy się na najczęściej odwiedzaną plażę Ifaty, gdzie nocowaliśmy w chacie z liści palmowych, na materacach (2 USD od osoby). Smakowały nam tamtejsze langusty (cały okazały skorupiak za 30 tysięcy FMg). Ifaty słynie z pięknej alei baobabów, które rosną wśród kolczastych suchych zarośli oraz z rafy koralowej odległej (niestety!) od brzegu o około 4 kilometry. Trzeba więc wynajmować (tanio, za około 50 tys. FMg od łodzi) rybacką pirogę - katamaran. Po dopłynięciu do rafy, w czasie odpływu, można stać po pas zanurzonym w wodzie oglądając odległy o kilka kilometrów brzeg lub założywszy maskę oglądać piękny podwodny świat - wielkie korale "talerzowe", barwne rozgwiazdy i całe miriady kolorowych ryb różnego kształtu.

Z Toliara wybraliśmy się do Betioky, głównej osady plemienia Mahafalów, by po drodze obejrzeć ich słynne kamienne grobowce malowane z zewnątrz i zwieńczone drewnianymi rzeźbami kultowymi "alu-alu" oraz rogami i czaszkami zebu. Nie są obiektami zabytkowymi, ale malowane sceny przedstawiają całe życie zmarłego. Można nazwać je "Kaplicami Sykstyńskimi Madagaskaru". Im więcej na grobowcu rogów zebu tym bogatszy był spoczywający w nim zmarły.

Grobowce odgrywają bardzo ważną rolę w życiu Malgaszów. Mieszczą kości przodków. Mało ważne jest życie doczesne, dom, poziom życia, zdrowie czy majątek. Najważniejszy jest rodzinny grobowiec, w którym po śmierci każdy z ludzi znajdzie wyznaczone mu hierarchią miejsce. Największą karą jaka może spotkać Malgasza, na przykład za naruszenie któregoś z bardzo licznych "fad" - zakazów i nakazów obowiązujących w danej grupie etnicznej, jest wykluczenie z grobowca. Kości zmarłych przodków są dla Malgaszy największym skarbem. Gdy jakaś rodzina lub plemię zmuszone jest opuścić swą wioskę pozostawia bez wahania dom i wszystko co w nim jest, zabiera natomiast kości przodków. W nowym miejscu wystawią nowy grobowiec. Jedną z największych uroczystości jest uświęcone wielowiekową tradycją "przewijanie kości", czyli powtórny pogrzeb zmarłego przed 4-5 laty członka rodziny. Dopiero po tym czasie, gdy ciało odpadnie już od kości, uważany jest on za naprawdę zmarłego i urządza mu się tzw. pogrzeb definitywny, połączony z przewijaniem i obmywaniem jego kości, które zamurowuje się w grobowcu. Uroczystości te gromadzą całą społeczność wioskową i trwają kilka dni. Jako wydarzenie radosne (Malgasze zawsze wierzyli w zmartwychwstanie, stąd tak łatwo przyjęli chrześcijaństwo!) połączone są z wielką ucztą, pijaństwem a niekiedy i orgiami seksualnymi. Na naszej trasie często spotykaliśmy takie orszaki pogrzebowe, zawsze poprzedzone narodowymi flagami i grupami muzykantów grających na piszczałkach.

Madagaskar skrywa jeszcze wiele miejsc, zwyczajów i tajemnic, które warto poznać...

Więcej z Afryki