Geozeta nr 10Europa

Grudniowy Luksemburg

Maciej ZychLuksemburg

Za oknami samochodu mijają kolejne kilometry pokonywane ekspresowym tempem po nienagannie utrzymanej niemieckiej autostradzie. Następne miasta pozostają w tyle. Krajobraz urozmaicony wzgórzami, porośniętymi szczeciniastym lasem, coraz częściej przykuwa uwagę nie pozwalając skupić się na drodze, która łagodnymi łukami podąża wzdłuż doliny Mozeli. Kolejny most jest znacznie większy od poprzednich, a zaraz za nim duża część samochodów zaczyna zwalniać i skręcać na ogromną stacje benzynową. To już Luksemburg. Najbardziej wyraźnym znakiem, że wjechało się do tego kraju jest nie przejście graniczne, po którym do tej pory nie pozostał najmniejszy ślad, ani nie niewielkich rozmiarów tabliczka z nazwą kraju otoczoną dwunastoma złotymi gwiazdami, tylko właśnie ogromna stacja benzynowa, na której ze względu na niższe w tym kraju podatki benzyna jest o wiele tańsza niż w Niemczech.

Mapa trasy: Grudniowy Luksemburg
Mapa trasy

Grudzień nie jest dobrą porą do podróży, szczególnie tych turystycznych, których celem są kraje leżące w naszych szerokościach geograficznych. Tym bardziej, gdy jest to typowy dla ostatnich lat grudzień: bez śniegu, z dodatnimi temperaturami, częstymi opadami i w ogóle aurą przypominającą wczesną wiosnę. Jednak możliwość skorzystania z własnego transportu, jaka nadarzyła się, gdy trzeba było odwieść samochód do jego właściciela mieszkającego w Brukseli spowodowała, że należało wykorzystać nadarzającą się okazję. Niezbyt duża ilość czasu trochę jednak ogranicza możliwości zwiedzania. Czy zatem wybrać większy teren zawężając zainteresowania do głównych obiektów, czy też skoncentrować się na czymś mniejszym? Wybór w końcu padł na Luksemburg, który ze względu na swoje rozmiary nadawał się na kilkudniowe, dość dokładne zwiedzanie. W dodatku jest to kraj nie będący dość częstym celem podróży naszych rodaków.

Szczypta historii

Wielkie Księstwo Luksemburga liczące sobie 2586 km kw. powierzchni i nieco ponad 400 tysięcy mieszkańców jest najmniejszym pełnoprawnym państwem członkowskim Unii Europejskiej, a zarazem i jednym z mniejszych państw świata (pod względem powierzchni ostatnia trzydziestka, a ludności ostatnia czterdziesta w śród państw niepodległych). Historia tego kraju sięga I w. p.n.e., kiedy to ten zamieszkały przez Celtów obszar skolonizowali Rzymianie. Kilkaset lat później tereny te weszły w skład państwa Franków. Początki państwowości Luksemburga sięgają natomiast X wieku, kiedy ziemiami tymi jako niezależnym lennem niemieckiego Cesarstwa Rzymskiego zaczął władać hrabia Zygfryd z Lotaryngii. On to wzniósł pierwszą miejską twierdzę na terenie miasta Luksemburg założonego już przez Rzymian na skrzyżowaniu ważnych europejskich szlaków handlowych.

Swą świetność ziemie te przeżywały w XIV wieku. Wtedy to obszar Księstwa rozrósł się na sąsiednie tereny, w tym znaczną część Lotaryngii. Pod władzą Luksemburga była również cała Limburgia (obecnie na pograniczu Belgii i Holandii). Jednak europejski rozgłos Księstwu przyniosło to, że w 1310 roku Jan Luksemburski został królem Czech, a pod jego berłem znalazł się również Śląsk i Brandenburgia. Natomiast w 1346 roku Karol Luksemburski został cesarzem Świętego Cesarstwa Rzymskiego czyniąc z Luksemburga niezależne księstwo. Okres świetności nie trwał jednak długo i już w następnym stuleciu po wygaśnięciu cesarskiej dynastii Luksemburgów Księstwo utraciło większość swoich zdobyczy terytorialnych same w końcu stając się częścią Burgundii, a następnie Cesarstwa Rzymskiego. Dalsze dzieje Luksemburga ściśle łączą się z dziejami sąsiedniej Belgii. W XVI wieku wchodzi on w skład Niderlandów Hiszpańskich, a następnie Niderlandów Austriackich. W okresie napoleońskim został na krótko wcielony do Francji, by w 1815 roku na Kongresie Wiedeńskim zostać uznanym za suwerenne Wielkie Księstwo Luksemburga pozostające jednak pod berłem Wilhelma I Orańskiego, i wchodzące w skład Związku Reńskiego. Ostatnie duże zmiany terytorialne Księstwo przeżyło w 1830 roku, kiedy to powstała niepodległa Belgia. Wtedy ponad połowa jego obszaru weszła, jako Luksemburgia, w skład nowopowstałego państwa. Pełną niepodległość kraj uzyskał dopiero w roku 1867, kiedy to przeszedł pod władzę dynastii książąt Nassau sprawujących władzę do dnia dzisiejszego. Luksemburg brał udział w obu wojnach światowych, w czasie drugiej będąc anektowanym przez Rzeszę Niemiecką.

Dziś Luksemburg, zwany w oficjalnych językach: Grand-Duché de Luxembourg (francuski), Großherzogtum Luxemburg (niemiecki) i Groussherzogtum Lëtzebuerg (luksemburski), kojarzony jest głownie jako europejskie centrum finansowe i siedziba kilku europejskich organizacji. W 1949 roku był jednym z państw założycieli Paktu Północnoatlantyckiego, a wraz z Belgią i Holandią tworzy od roku 1960 unię gospodarczą zwaną Beneluksem. Rządzony od 1964 roku przez Wielkiego Księcia Jana kraj zdaje się być oazą spokoju żyjącą niejako na uboczu zglobalizowanego świata. Jest równocześnie jednym z najbogatszych krajów z rocznym dochodem narodowym przekraczającym 25.000 dolarów na mieszkańca.

Miasto Luksemburg

Przejazd z granicy do stolicy kraju zajmuje ledwie kilkanaście minut. Miasto przyjeżdżających od strony Niemiec wita nieciekawymi widokami Centrum Europejskiego - dzielnicy wybudowanej specjalnie dla wszelkiego typu eurokratów. Jednak już za chwilę przekracza się przerzucony wysoko nad płynącą w dole rzeką Alzette most Wielkiej Księżnej Charlotty i już się jest w samym sercu miasta, zwanym po prostu Centrum, które niegdyś było potężną fortecą, a i do dzisiaj jego położenie może budzić zdziwienie. W samym środku miasta Luksemburg znajduje się bowiem skalny płaskowyż otoczony z trzech stron głębokimi na kilkadziesiąt metrów dolinami rzek Alzette i wpadającej do niej Pétrusse. Z czwartej strony istniały niegdyś masywne mury zamykające jedyną drogę dostępu do tak bronionej twierdzy. Mury te jednak rozebrano w połowie dziewiętnastego wieku i na ich miejscu, podobnie jak w Krakowie, urządzono park miejski. Do dziś zachowały się za to potężne fortyfikacje górujące nad obu dolinami.

Samo, liczące grubo poniżej pół kilometra kwadratowego powierzchni, Centrum składa się z kilku części. Najmniej ciekawą jest ta położona wzdłuż przebiegających tędy głównych arterii komunikacyjnych. To typowo nowoczesne miasto, z kilkunastopiętrowymi budynkami mieszczącymi siedziby różnych firm, co bardziej ekskluzywne sklepy oraz dużą ilość banków - Luksemburg wszak jest najbardziej ubankowionym krajem Unii Europejskiej.

Poza zasięgiem nowoczesności znajduje się ścisłe centrum miasta. Tu, wzdłuż prosto przebiegających ulic rozłożyły się liczące często ponad dwieście lat kamienice kryjące w swych parterach niewielkie sklepiki oferujące nie tylko pamiątki dla wszędobylskich turystów, ale i wszelkiego typu towary niezbędne zwykłym mieszkańcom. Restauracje kuszą gamą zapachów i różnokolorowymi potrawami wystawionymi w witrynach, a sprzedawca smażonych kasztanów głośno zaprasza do skorzystania z jego oferty. Tutaj też znajdują się dwa główne place miasta. Na tym, przy którym stoi ratusz, poustawiano wiele kolorowych stoisk przypominających swym wyglądem bożonarodzeniowe stajenki, dzięki którym można poczuć atmosferę zbliżających się Świąt. Kupić tu można serca z piernika i ozdoby na choinkę, dobre wina i płyty z kolędami, zwykłe zabawki, jak i wyroby regionalne nie tylko z samego Luksemburga, lecz również z sąsiednich Niemiec i Francji. Sprzedawcy często poubierani w ludowe stroje oraz grający muzykanci dopełniają atmosfery tego jarmarku.

Drugi z placów, znacznie obszerniejszy, jest dziś również areną odwiecznej walki pomiędzy sprzedającym, a kupującym o to by uzyskać dla siebie jak najkorzystniejszą cenę zakupu. Tu właśnie, w każdą środę, odbywa się największy w kraju targ miejski. Stoiska oferujące ważące po kilka do kilkunastu kilogramów talary serowe sąsiadują ze sprzedawcami żywego drobiu. Gospodynie domowe kupują płaty wędzonego mięsa, a obok mienią się stoiska z kwiatami. Kto potrzebuje może kupić warzywa i owoce, a kto chce może powybierać wśród ubrań oferowanych obok. Krótko mówiąc jest typowy targ, jaki można spotkać często u nas w niewielkich miejscowościach. I tylko to, że jest on urządzany w samym centrum, bądź co bądź, stolicy zachodnioeuropejskiego państwa powoduje, iż należy nań spojrzeć z trochę innej perspektywy.

Najciekawszą jednak częścią Centrum są uliczki przylegające bezpośrednio do krawędzi płaskowyżu. Nie znajdzie się tu już w ich przebiegi linii prostych. Często pojawiają się na nich różne bramy, swą szerokością nie ustępujące i samym uliczkom, po których nie wiedzieć jakim cudem całkiem sprawnie odbywa się ruch samochodowy. Od czasu do czasu jakaś uliczka kończy się i dalej można poruszać się już tylko schodami. Jest to najstarsza część miasta zwana Rocher du Bock. To tu w 963 roku hrabia Zygfryd zbudował pierwszy fort - zalążek współczesnego miasta, a zarazem i państwa. Wygląd domów również świadczy o powadze tego miejsca. Zmurszałe ściany, gdzieniegdzie podtrzymywane specjalnymi rusztowaniami, stoją tu często już od XV wieku. Pojawiające się co i rusz punkty widokowe pozwalają na spojrzenie w dół na dachy domów przycupniętych w dolinach rzecznych. Tutaj też znajduje się Pałac Książęcy sąsiadujący bezpośrednio z Izbą Deputowanych Luksemburga. Wielki Książe wraz z całą swoją rodziną zajmują od ponad stu lat ten budynek będący konglomeratem różnych stylów architektonicznych, od renesansu aż po styl mauretańsko-andaluzyjski. Trochę to przypomina nasze domy-pałace budowane przez nowobogackich nie mających ani krzty gustu. W tym przypadku przed posądzeniem o kiczowatość chroni jednak wiek pałacu, który został wybudowany w XVI wieku. Nie kicz to więc, lecz klasyka.

Błądząc, chociaż to nienajlepsze określenie dla tak niewielkiego obszaru, po uliczkach ciągnących się wzdłuż fortyfikacji można dojść do dość oryginalnego środka publicznego transportu miejskiego, jakim jest winda. Nie jest ona stara i przypomina typowe duże windy towarowe spotykane i u nas w supermarketach. Różni się jednak tym, że nie jest wybudowana w jakimś budynku, tylko została wykuta w litej skale. Łączy ona Centrum z dzielnicą Grund, leżącą jak sama nazwa wskazuje na ziemi, czyli w tym przypadku kilkadziesiąt metrów poniżej centrum miasta. Jest to niewielki, spokojny obszar rozłożony na obu brzegach rzeki Alzette i wprost przytłaczany ogromną skałą wznoszącą się bezpośrednio nad nim. Dawniej dzielnica robotnicza, jest dziś jednym z bardziej atrakcyjnych mieszkaniowo obszarów miasta.

Przechodząc jednym z dwóch mostów na drugą stronę głębokiej Vallée de la Pétrusse można dojść do dzielnicy zwanej Gare. Różne klasycystyczne budynki użyteczności publicznej oraz zupełnie nowe biurowce ciągną się tu na południe, aż do samego dworca kolejowego, od którego nazwę wzięła cała dzielnica. Dworzec, zbudowany nieco na wyrost, obsługuje nieliczne pociągi wyjeżdżające do różnych zakątków tego niewielkiego państwa. Jednak, gdy chce się zwiedzać wnętrze Wielkiego Księstwa trzeba się nastawić raczej na własny transport, gdyż zarówno pociągi jak i autobusy, mimo, że są środkiem niezawodnym, to jednak kursują wręcz epizodycznie.

W stronę Mozeli

Opuszczając stolicę kraju wszędzie ma się bardzo blisko. Odległości do najdalszych miast nie przekraczają 60 km, i w związku z tym kraj ten jest wymarzony na wycieczki rowerowe. Bardzo dobrze utrzymane drogi, liczne szlaki rowerowe i schroniska młodzieżowe, malownicze widoki oraz zdający się wolno płynąć czas są dużą zachętą. Minusem, choć dla niektórych właśnie plusem, jest dość pagórkowaty charakter kraju, z czym wiążą się liczne serpentyny jak i również uciążliwe podjazdy. Zawsze jednak można chwilę odpocząć w jednaj z wielu niewielkich miejscowości lezących dosłownie co parę kilometrów. Jednak grudzień, mimo tego, że ostatnio coraz bardziej przypominający kwiecień, nie jest dobrym okresem na takie wycieczki. Pozostaje więc samochód, w którym przynajmniej nie zmoknie się w czasie częstych, acz na szczęście niezbyt długich opadów deszczu.

Na południe od miasta Luksemburg teren jest dość płaski, przeważnie rolniczy. W ciągu kilkunastu minut można dojechać tędy do granicy z Francją oznaczonej tylko niewielką tabliczką. Tu znajduje się najsłynniejszy luksemburski kurort Mondorf-les-Bains. Zwany też luksemburskim Monte-Carlo przyciąga wielu spragnionych wrażeń związanych z hazardem. Oprócz kasyna znajduje się tu też uzdrowisko z sanatoriami i parkiem zdrojowym leżącym po obu stronach granicznej rzeczki l'Altbach, w którym znajdują się źródła mineralnych wód o temperaturze 24 st. C. Przy moście granicznym prowadzącym do liczącej kilkanaście domów francuskiej miejscowości Mondorff zrekonstruowano dawny budynek urzędu celnego malując na jego ścianach sceny z życia granicy.

Parę kilometrów dalej płynie największa rzeka kraju - Mozela wyznaczająca granicę z Niemcami. Na wysokich brzegach jej doliny, wystawionych na dobroczynne działanie słońca znajdują się winnice produkujące najlepsze gatunki luksemburskiego wina, czyli znane również z naszych co lepiej zaopatrzonych sklepów wina mozelskie. Krajobrazy winnic ciągną się długie kilometry, aż po ujście rzeki Sűre i jej końcową część doliny. Po drodze mija się niewielkie miejscowości jak Remich, Wormeldange, Grevenmacher, Wasserbilling, z których każda słynie z lokalnych win. Miłośnicy tego trunku mogą odwiedzić winiarnie, gdzie w tak zwanych jaskiniach win można prześledzić ich produkcję oraz skosztować wytwarzanych tu specjałów.

Jadąc bocznymi drogami, na których z ledwością mogą wyminąć się dwa samochody - droga dwupasmowa (po jednym pasie w każdą stronę) w tym kraju to niemal odpowiednik naszej trasy szybkiego ruchu, a więcej niż dwa pasy mają tu niemal wyłącznie autostrady - z pewnością nie raz będzie się miało możliwość zobaczyć jakieś ciekawe wioski, z przycupniętymi przy nich liczącymi po kilkaset lat kościółkami, czy też niewielkie klasztory, o których nawet słowem nie wspominają przewodniki. Również liczba zamków, jak i ich ruin, czy też niewielkich pozostałości po panowaniu rzymskim przypadająca tu na kilometr kwadratowy może przyprawić o zawrót głowy. Po prostu wystarczy na chybił trafił wybrać jakiś punkt na mapie i z pewnością w jego okolicy znajdzie się coś, co zainteresuje czy to miłośnika historii, czy też spragnionego bogatych widoków.

Mała Szwajcaria

Jednym z ciekawszych miast Księstwa jest Echternach. Liczący zaledwie cztery tysiące mieszkańców jest głównym celem pielgrzymek znajdującym się na terenie kraju. Miasto wyrosło wokół opactwa założonego w VIII wieku przez Świętego Willibrorda, który wsławił się dzięki zdolności uzdrawiania chorych na epilepsję. Pamiątką działalności Świętego są odbywające się corocznie, po Zielonych Światkach, procesje wokół jego grobu. Ich niezwykłością jest to, że pątnicy idą na grób, aby wokół niego zatańczyć. Ten obyczaj stał się szczególnie powszechny w XIV wieku, kiedy to zaczęto uważać, że taniec wokół grobu chroni przed zarazą. Dziś miasto poszczycić się może XV-wiecznym ratuszem stojącym przy nietypowym, bo trójkątnym, głównym placu miasta. Stąd kilka minut spaceru i staje się przed największą z budowli, jaką jest opactwo. Widoczne z daleka, dzięki wieżom Kościoła Św. Willibrorda, będącego bodaj największym kościołem kraju, opactwo zajmuje ogromny kompleks otoczony wielohektarowymi ogrodami urządzonymi w stylu francuskim. Przypomina ono bardziej jakąś dużą posiadłość królewską niż zwykłe dobra kościelne.

Kierując się stąd na zachód do niewielkiej miejscowości Larochette mija się najładniejszy widokowo obszar kraju zwany Małą Szwajcarią Luksemburską. We wznoszących się tu na niewiele powyżej 400 m n.p.m. Ardenach zostały powycinane, przez liczne rzeki i strumienie, kręte wąwozy. Często spotykane ściany skalne i ostańce zatopione wśród przeważających tutaj lasów bukowych przywodzą na myśl niektóre fragmenty naszych Sudetów. Na tym liczącym kilkadziesiąt kilometrów kwadratowych obszarze nie ma zbyt wielu osiedli, za to na miłośników pieszych wędrówek czekają liczne i dobrze utrzymane szlaki piesze. Wśród omszonych drzew i kamieni można dojść do najbardziej znanego w kraju, uwidocznionego na licznych pocztówkach i mającego niecałe cztery metry wysokości wodospadu Schiessentümpel. To nic, że kilkaset metrów dalej ze skał spada, a właściwie cieknie, o wiele wyższa stróżka mająca grubo ponad 20 metrów wysokości, jednak za największy wodospad kraju jest uznawany właśnie Schiessentümpel.

Na obrzeżach tego malowniczego regonu leży Larochette. O tej miejscowości można by powiedzieć ulicówka, choć chyba określenie dolinówka bardziej by tu pasowało. Zajmuje ona bowiem dno niezbyt szerokiej doliny rzeki Ernz Blanche. Same miasteczko, mimo, że dość przyjemne nie byłoby nazbyt ciekawe (ach, żeby więcej takich nieciekawych miasteczek było w naszym kraju), gdyby nie górujący nad nim częściowo zrekonstruowany zamek. Niestety ze względu na zimową porę nie można go zwiedzać. Za to spod jego wysokich murów rozciąga się panorama miasta i okolicznych wzgórz, na które można też się wybrać podążając oznakowanym szlakiem niknącym w leśnej gęstwinie.

Udając się dalej na północ mija się kolejne zamki, przekracza się rzekę Sűre, by w końcu dotrzeć do nadgranicznego miasta Vianden. Położone jest ono malowniczo nad rzeką Our pośród zadrzewionych wzgórz, zajmując zbocze jednego z nich. Główna ulica miasta opada serpentynami w dół do rzeki, nad którą dominuje odbudowany zamek. Vianden będące jedną z bardziej malowniczo położonych miejscowości Luksemburga przyciąga na wypoczynek rzesze turystów. Stąd liczne restauracyjki i sklepiki z pamiątkami. Jednak teraz w grudniu wydaje się być trochę opuszczone, bo kto o tej porze roku miałby niby tu zawitać. Chyba tylko ptaki przysiadające na pozostałościach murów obronnych i na pomniku bawiącego tu ongiś Wiktora Hugo.

Nad rzeką Sűre

Rzeka Sűre przecina w poprzek cały kraj. Wzdłuż niej wiedzie szosa na wszystkich mapach zaznaczana jako wyjątkowo malownicza. I nie ma w tym żadnej przesady. Droga wije się naśladując bieg rzeki, opadając czasami niemal do samych jej brzegów, by gdzie indziej wznosić się wysoko na bezlistne o tej porze roku wzgórza. Co i rusz parkingi wyznaczają punkty widokowe skąd podziwiać można nie tylko wzniesienia z rzeką w dole, lecz czasami również majestatyczne zamki, czy panoramy miejscowości. Jednym z takich zamków jest położony kilkanaście kilometrów za dwoma największymi miastami północnego Luksemburga, sąsiadującymi ze sobą Ettelbruck i Diekirch, zamek Bourscheid. Ta stojąca wysoko ponad otaczającymi ją lesistymi wzgórzami budowla jest bez wątpienia najwspanialej położoną w kraju. Ten wybudowany w XIV wieku, na miejscu o wiele wcześniejszych konstrukcji, zamek robi z każdego miejsca duże wrażenie, choć szczególnej tajemniczości nadaje mu widok z leżącego ponad 200 metrów niżej brzegu rzeki. Stąd jego bryła uwieńczona strzeliście zakończonymi wieżami wyłaniająca się spośród zamglonych sosen porastających zbocza wzgórza wydaje się być niczym innym jak tylko siedzibą jakiegoś czarownika z dawnych baśni.

Meandrując dalej drogą dojeżdża się do liczącej zaledwie trzystu mieszkańców miejscowości Esch-sur-Sűre. Tak jak ta miejscowość jest mała, tak bardzo jest popularna. A ta popularność związana jest z unikalnym jej położeniem w zakolu rzeki. Miejscowość zajmuje bowiem niewielki półwysep otoczony wodą z trzech i pół strony. Cały ten półwysep, mający wymiary jakieś trzysta na dwieście metrów, wznosi się kilkadziesiąt metrów ponad pozom rzeki, osiągając swą kulminację w postaci dwóch skał-wierzchołków, na których rozłożył się niegdyś dwuczęściowy zamek, będący dziś w kompletnej ruinie. Wszystko to razem otoczone jest wysokimi wzgórzami wygiętymi w łuk niczym trybuny amfiteatru, z których można oglądać przedstawienie, jakim jest ta niezwykle malownicza miejscowość. Miasto jest naprawdę lilipucie - jedna uliczka prowadząca wzdłuż rzeki, dwa hotele, parę restauracji i sklepików. Powierzchniowo jest to mniej więcej tyle ile zajmuje parking leżący około kilometra przed miastem, gdzie znalazło się trochę więcej płaskiego miejsca. Główna drogę też poprowadzono bokiem, a właściwie dołem, puszczając ją tunelem wydrążonym w najwęższym miejscu półwyspu, dokładnie pod zamkiem. Odwiedziny tego miejsca poza sezonem z pewnością uwalniają od tabunów wszędobylskich turystów z pewnością często tu przybywających (w końcu, dla kogo niby ma być przeznaczony taki wielki parking?). A teraz to niewielkie miasteczko oraz widoki z otaczających wzgórz można mieć niemal wyłącznie dla siebie.

Kierując się dalej na północ, w kierunku granicy belgijskiej, warto odwiedzić jeszcze dwa miasta. Wiltz, będące stolicą dystryktu o tej samej nazwie, może się poszczycić zamkiem o bielonych murach leżącym w samum centrum miasta. Jest tu też parę muzeów i wszechobecnych pomników upamiętniających wyzwolenie Luksemburga przez wojska amerykańskie w czasie drugiej wojny światowej. Po kilkunastu minutach jazdy można stąd dotrzeć do Clervaux, kolejnej miłej i malowniczo położonej miejscowości. Tutaj również zamek znajduje się w centrum miasta, na niewielkim pagórku, natomiast na jednym z otaczających miasto wzgórz rozłożył się klasztor z górującym nad nim kościołem. Stojący w tym mieście pomnik wojsk amerykańskich jest dość ciekawy. Składa się on z dwóch części. Jedną stanowi typowy obelisk poświęcony jednemu z generałów, zaś druga część, przedstawiająca ludzi stojących w oknie i witających wyzwolicieli, została wmontowana w normalne okno stojącego obok budynku.

Kilkanaście kilometrów dalej zaczyna się już Belgia. Tu granica jest jeszcze bardziej symboliczną linią na mapie, gdyż po jej drugiej stronie znajduje się Luksemburgia, belgijska kraina będącą przez większą cześć swego istnienia związana z Luksemburgiem. Jednak nieomylnym znakiem, że wjeżdża się do innego kraju jest znajdująca się przed samą granicą duża stacja benzynowa kusząca ostatnią możliwością zatankowania taniego paliwa.

Za plecami pozostał ten niewielki kraj bogaty jednak swoimi krajobrazami i swoją prowincjonalnością. Odległy tylko o dzień drogi od granic Polski wart jest by się tu zatrzymać na trochę dłużej. I może tylko do zwiedzania jego uroków przydałby się trochę bardziej słoneczny miesiąc. Gdyż grudniowy Luksemburg ma to do siebie, że dzień trwa w nim zbyt krótko.

Zdjęcia do artykułu (12)

luks183.jpgluks190.jpgluks201.jpgluks54.jpgluks81.jpgluks88.jpgluks913.jpgluks927.jpgluks945.jpgluks952.jpgluks956.jpgluks963.jpg

Więcej z Europy