Wydanie internetoweAmeryka Północna

Metro w Mexico City

Grzegorz GuzinskiMeksyk
Metro w Mexico City

Jak najlepiej zwiedzać Mexico City? Oczywiście znakomitym metrem.

W mieście jednym z największych na świecie, które jest bohaterem tego opowiadania, pociąg metra wjeżdza na stację co dwie minuty. Gdy czas wydłuza się do 4 minut, pasażerowie zaczynają się niepokoić! Metro kursuje bez hałasu, gdyż koła ma gumowe. Gdy jest duży tłok na peronie, to w środku platformy (jak w USA nazywa sie nasze perony) wysuwa się metalowy płot oddzielając kobiety i dzieci, dając im komfort wsiadania i transportu w pierwszej części pociągu, a pchających się panów izolując na pozostałej części platformy... Zgadnijcie Państwo o jakim mieście mówimy tutaj zachwalając sprawność i nowoczesność metra? Nie, oczywiście nie masz racji drogi Czytelniku, bo nie chodzi tutaj o Nowy Jork, lecz największe miasto świata Mexico City. Liczba mieszkańców Ciudad de Mexico jest oceniana według różnych źrodeł od 22 do 30 milionów. Tak, tak to nie żarty, bo jest to 3/4 ludności Polski w jednej dolinie pod wulkanami... w stolicy Meksyku.

Mapa trasy: Metro w Mexico City
Mapa trasy

Najpierw trzeba pojechać oczywiście do Stacji Zocalo w Centrum Historycznym i tam zwiedzić Katedrę metropolitarną, budowaną przez 16 architektów przez ponad 200 lat! Przy Katedrze i Pałacu kardynała Careery jest piękny pomnik Jana Pawla II z Matką Boską na piersi. Nasz Papież jest tutaj wszędzie, od ściany kawiarni internetowej, do oczywiście wszystkich kosciołów. To właśnie Juan Pablo II wyświęcił pierwszego Indianina z Meksyku, Juana Diego w czasie przepięknej uroczystości z tańcami Azteków w nowej Bazylicej NMP w Gwadelupie. O tym Meksykanie mimo "skłonności lewicowych" pamiętaja bardzo dobrze.

Przy Głównym Zocalo jest informacja turystyczna w malym "beczkowatym walcu", gdzie można dostać bardzo dobre mapy i informacje np. po angielsku i w innych jezykach, niż hiszpanski.

Słuchając mszy św. w Katedrze lub jednym z grupy sąsiednich kościołów zbudowanych na ruinach miasta Azteków Tenochtitlan przy Placu Republiki, słyszymy cały czas głuchy łoskot bębnów, przy którym tańczą potomkowie Indian, dawnych władców tego miejsca sprzed 500 lat. Przy tych dźwiękach i śpiewach kościelnych obie cywilizacje ostatecznie jednoczą się w pokoju i harmonii.

Na północno-wschodnim rogu Placu Republiki znajdują się ruiny po Temple Mayor - Wielka Swiatynia Aztekow z muzeum, w którym trzeba zaliczyć projekcję filmu o historii Meksyku. Zwiedzanie Temple Mayor kosztuje 4 dolary, a niedziele jest za darmo.

W dystrykcie historycznym w pięknej restauracji Błękitnego Domu, gdzie gościł przywódca rewolucji meksykanskiej Zapata, za jedyne 20 dolarów można zjeść egzotyczny obiad np. kurczaka w sosie czekoladowym itp. Dalej przy tej samej ulicy jest Pałac cesarza Meksyku sprzed 200 lat - Iturbide, dziś oczywiście siedziba współczesnej władzy, czyli Banamex-u, czołowej instytucji finansowej Meksyku.

Bardzo ciekawy jest wystrój wielu stacji metra, gdzie np. przy Głównym Rynku Zocalo znajdują się makiety historyczne miasta z rożnych okresów, jak czas Azteków, XVIII wieku, XIX wieku. W innym miejscu część tuneli metra ozdobiona jest pięknymi, wielkimi fotografiami flory i fauny tropików. Niektóre stacje mają wykonane przez artystów meksykanskich piękne wielkie freski o tematyce współczesnej, a nawet propagujące zwiedzanie Wyspy Wielkanocnej! Pamiętajmy, że miasto Meksyk leży na 19 równoleżniku szerokości północnej, poniżej Zwrotnika Raka... i dlatego dla nas najpiekniej jest tam w zimie! Pogoda taka, że niejedno lato w Starym Kraju nie powstydziłoby się takiego słońca.

Jest też jeden z tuneli na stacji La Raza, gdzie na szafirowym tle przy ściemnionych światlach można obejrzeć panoramę nieba i znaleźś naniesione obrazy gwiazdozbiorów z oryginalnymi nazwami. Na tej samej stacji jest pod ziemią male muzeum historii naturalnej z różnymi eksponatami. Może by tak u nas w Uniach Europejskiej i Polnocno-Amerykanskiej wprowadzić takie cacka?

Na innych stacjach sa piękne malowidła-freski w stylu Juana Diego, piewcy kultury Azteków i rewolucji. Flagowe freski historyczne Juana Diego są w Pałacu Prezydenckim przy Zocalo, które można zobaczyć za darmo, albo z licencjonowanym przewodnikiem za 9$. Prywatnie Juan Diego byl mężem Fridy Kahlo (polecam film Frida na DVD), największej malarki Meksyku. Do przepięknego Domu Fridy Kahlo także łatwo dostaniemy się metrem, przy okazji obok zwiedzając Dom-twierdzę Lwa Trockiego, teoretyka marksizmu, zabitego tamże z polecenia Stalina.

Bilety w metrze meksykańskim kupuje się w w kasach zwanych Taquilla (tutaj mozna czasem dostac także mapę metra lub w wyciąć z prasy!), nie mylić z Tequilla, narodowa wódecznością Prawdziwego Meksyku. Cena jednoprzejazdowego biletu w Mexico wynosi 2 pesety, czyli ok. 20 centów USA. Bardzo łatwo jest poruszac się metrem używając przesiadek, po hiszpańsku pięknie mówi się "Correspondencia", tak jak nasza listowna. Biletów okresowych nie ma. Plastikowe Metro Card w Starym i Nowym Yorku mają pewną przewagę, bo jak się nie ma siły po jednym przejeździe (tylko za 2$), to można sobie zafundować w cenie tego samego biletu jazde autobusem w nowojorskim potężnym "trafiku".

Co jeszcze zauwazyliśmy ciekawego w stolicy Meksyku, to - odwrotnie niż w Nowym Jorku - zupełny brak reklamy i zachęty jazdy metrem! Zresztą wyjaśnienie jest proste, bo gdyby te np. 30 milonów obywateli wskoczyło na raz do metra, to nie wiem czy zmieściliby się nawet na peronach. Dlatego wejścia do meksykańskiego metra-subway-u(am. ang.) sa jakby "zakonspirowane" i trzeba czasem trochę polatać, aby je znaleźć. Transport metrem w stolicy Meksyku umila muzyka z pirackich CD, rozprowadzanych z dużą zniżka przez sprzedawców w pociągach. A poza tym w bardzo długich przejściach podziemnych można kupić wiele rzeczy użytecznych, a także specjalności kuchni lokalnej, czy też kanapki rodem z USA.

Podobno w tym pięknym kraju jest dużo analfabetów (w co tak bardzo nie wierzę, gdyż widzieliśmy oblężone księgarnie i antykwariaty), więc nazwy stacji w Meksyku sa dublowane symbolami obrazkowymi dla tych, którzy jeszcze nie są biegli w sztuce czytania.

Meksykanskie metro umożliwia bardzo szybkie i wygodne przezucanie się na ogromnych dystansach tego pieknego Miasta - trocę zadymionego, bo na ulicach kroluja taksówki - biało-zielone chrząszcze, czyli starego typu Volswageny, modele jeszcze z czasów Hitlera.

Krawezniki przy ulicach są bardzo wysokie, co - jak gminna wieść niesie - jest sposobem zapobiegającym parkowaniu na chodnikach... Dla nas te krawężniki są dość wysokie, czasem do 50 cm wysokości (tak, tak!), natomiast dla niskich Meksykanów i ich malych chrabąszczy stanowia barierę nie do pokonania.

Oczywiście wszystkie ważniejsze muzea, jak Archeologiczne (trzeba koniecznie zwiedzić na poczatku, aby poznać wspaniałą historię kraju!) są położone około 30 min pieszo od stacji metra. Koło Muzeum Archeologii na bardzo wysokim słupie można zobaczyć "taniec Azteków na szczycie", zaczepionych tylko linami za nogi na wysokości kilkudziesięciu metrów.

Znajomi, którzy ostatnio wrócili z tygodniowej wycieczki do Ciudad de Mexico mówili, że wcale nie używali metra, bo podobno można tam zostać obrabowanym a nawet jeszcze gorzej... "Poloniści" nowojorscy mieli z tych powodów spore kłopoty z transportem w mieście. My jeździliśmy wiele razy, aż do 10-tej wieczór (metro jeździ do 12:30 am) i nigdy nam się nic złego nie przydażyło, wprost przeciwnie: nawet ustępowano nam miejsca siedzące. Nie wierzcie plotkom, w Mexico City jest pełno security guard i policji. Oczywiście czasami coś może się przydarzyć, ale tak jest wszędzie.

Od stacji Tlatelolco spacerujemy pośród palm, kaktusów i bloków mieszkalnych, do ruin ostatniej twierdzy Azteków (takiego ich Westerplatte) bronionej do 23 sierpnia 1521 r. Przy odrestaurowanych pieczołowicie ruinach ostatniego bastionu oporu, stoi kościół z XVI wieku, zbudowany - zwyczajem Hiszpanów - z materialu Azteków, na którego otwarciu był okrutny inkwizytor Torquemada.

Warto zwiedzić to piękne miasto i jego okolice z ruinami starożytnych piramid, przejechać się metrem do bazyliki NMP w Gwadelupie i kolejką-tramwajem od metra do Xochimilco, a później gondolami, tak jak jeździli pół tysiąca lat temu Aztekowie, ale o tym napisze nastepnym razem.

Zdjęcia do artykułu (3)

1jgp.jpg2jpg.jpg3jpg.jpg

Więcej z Ameryki Północnej