Wydanie internetoweEuropa

Chibiny - przez kopalnię na szczyt

Joanna MarkowskaRosja
Chibiny - przez kopalnię na szczyt

Już kolejny raz wybraliśmy za cel podróży Półwysep Kolski. Przyciągały nas liczne rzeki i jeziora polodowcowe oraz morze Białe. Po trzech tygodniach wiosłowania zdecydowaliśmy się na małą odmianę i ruszyliśmy na kilkudniowy trekking w Chibinach, górach o największych na świecie złożach apatytu.

Chibiny zajmują centralną część półwyspu Kolskiego. U ich podnóża, po południowej stronie znajdują się dwa znane kombinaty: Kirowsk i Apatyty. Tu przez całą dobę trwa pozyskiwanie fosforu z apatytów

Mapa trasy: Chibiny - przez kopalnię na szczyt
Mapa trasy

Kirowsk - miasto zbudowane przez zeków

Interesujący jest podział Kirowska na trzy strefy: miasto Kirowsk, na południowym brzegu jeziora Wielki Budjar oraz położne dalej na północ osiedle Kirowsk-23 km i Kirowsk-25 km. Trekking rozpoczęliśmy w Kirowsku-25 km, na wysokości ok. 400 m n.p.m. Przy głównej ulicy gen. Kirowa koncentruje się całe życie osiedla. Są tu 4 sklepy spożywcze i mały placyk, gdzie można spotkać Ukraińców sprzedających chińskie klapki i T-shirty. Wzdłuż drogi wznoszą się sławne w całej Rosji, od Murmańska po Władywostok piacietażki - czteropiętrowe bloki z wielkiej płyty. Podwórka są zaniedbane. Wśród złomu i spróchniałych ścian garaży, które od jakiegoś czasu walczą z grawitacją, bawią się dzieci górników. Miasto wybudowane zostało w latach 20-tych przez zeka, czyli więźniów politycznych w b. ZSRR. Jeden z nich zagadnął nas pod sklepem, gdy na torebkach foliowych rozkładaliśmy kromki chleba, kawałki sera, kefir i czekoladę. Michaił pracował przy budowie osiedla, a sam mieszkał w baraku z innymi zeka. Warunki były złe, zwłaszcza zimą było ciężko. Po wybudowaniu osiedla pracował w kopalni odkrywkowej w Kirowsku-25.

Najstarsza kopalnia w Chibinach

Zgodnie ze słowami Michaiła przeszliśmy smutne blokowisko, szukając ścieżki wiodącej w Chibiny. Brzydka pogoda pogłębiała dodatkowo ponure wrażenie, jakie wywierało miasto. Było pochmurno, nad blokami unosił się dym z kominów zakładów przemysłowych.

Dość szybko znaleźliśmy się przed bramą kopalni. Przeszliśmy przez nią nie wzbudzając niczyich podejrzeń i po chwili stanęliśmy u stóp pomnika wzniesionego kilka lat temu. Wszystkim wchodzącym na teren kopalni napis przypomina, że pracują w najstarszej kopalni w Chibinach. Otwarto ją 7 października 1929 r. Od tej pory usunięto kilkaset tysięcy ton skał, by dostać się do cennych złóż apatytu.

Idąc za ludźmi przeszliśmy przez długi blaszany korytarz i wyszliśmy przy wielkim żelaznym słupie, uwieńczonym czerwoną gwiazdą. Kręciliśmy się po terenie służbowym, aż w końcu ktoś wskazał nam drogę w góry, wiodącą przez sam środek kopalni.

W sercu kopalni odkrywkowej

Szutrowa droga wiodła wśród okaleczonych wzgórz, które w wyniku eksplozji pozbawione były dużych fragmentów ścian. Przez cały czas trwały odstrzały, a ich echo tłukło się w dolinie, szukając wyjścia. Mijały nas ogromne Biełazy, wywrotki, ciężarówki, spychacze. W dole widzieliśmy krater wydrążony na kilkaset metrów głębokości i samochody zjeżdżające w głąb po spiralnej drodze. Z góry wyglądały jak małe, żółte zabawki. Przy drodze grzmiały kilkupiętrowe koparki; podnosiły bloki skalne i upuszczały je z dużej wysokości na ziemię, gdzie pękały z hukiem w oparach pyłu. Maszyny jak wielkie potwory z hałasem przerzucały skały z jednej strony na drugą.

Praca w kopalni trwa od kilkudziesięciu lat. W Chibinach znajdują się największe złoża apatytu na świecie. Minerał ten jest źródłem otrzymywania fosforu, który następnie wykorzystywany jest do produkcji nawozów sztucznych, kwasu fosforanowego oraz zapałek.

Nas, geografów, uderzyła niezwykle silna antropopresja, jaka towarzyszy budowie i pracy kopalni odkrywkowej. Znikające góry, olbrzymia dziura wydrążona w ziemi, hałdy, żelazne konstrukcje, rury, przepompownia wody, warczące maszyny nieprzerwanie wywożące z dna otchłani skały... Pełen triumf człowieka nad przyrodą.

Góry płaskie jak stół

Chibiny widzieliśmy wcześniej z Łowoziera, jednego z licznych jezior polodowcowych w Karelii. Z daleka wyglądem przypominały Bieszczady, gdy jednak znaleźliśmy się między grzbietami okazały się być znacznie bardziej płaskie. Są to góry zrębowe, jedne z najstarszych gór w Europie. Zbudowane są głównie ze skaleni i plagioklazów zawierających apatyt oraz minerały rudne, m.in. tytanit i magnetyt.

Góry nie są wysokie, najwyższy szczyt Czasnaczorr ma 1191 m n.p.m. Są jednak niezwykle interesujące dla geologów i geomorfologów. Noszą liczne ślady zlodowaceń. Zbocza Chibin zawalone są rumoszem skalnym, świadczącym o procesach wietrzenia mrozowego. W górach występuje też kilka jezior polodowcowych.

Trwał okres białych nocy, więc mogliśmy wędrować jak długo chcieliśmy. Po kilku godzinach dotarliśmy do uroczego miejsca na morenie dennej, poniżej kotła lodowcowego. Nieopodal doliną płynęła rzeka, przecinająca osady moreny bocznej. Nikogo nie spotkaliśmy przez cały dzień. Chibiny nie są górami często odwiedzanymi przez turystów. Na przejście głównym grzbietem wystarczą 3-4 dni. W górach nie ma szlaków; jest tylko kilka wydeptanych ścieżek. Mapa, a raczej schemat, który kupiliśmy w sklepie turystycznym, miał tyle błędów, że już po godzinie stał się zbędny. Rzeźba gór i dobra widoczność umożliwiały nam włóczęgę, dokąd niosły nas oczy. Szliśmy szerokim spłaszczonym grzbietem, podciętym z obu stron. Strome podcięcia kończyły się w dnie kotła lodowcowego.

Drogi na przełęcze wiodą przez gołoborza. Podejścia są dość strome, jednak grzbiety Chibin są łagodne, a szczyty płaskie. Płaskowyże rozpościerały przed nami swoje rozległe, skaliste wierzchowiny, z których rozpościerał się malowniczy widok. Aż po horyzont mogliśmy podziwiać niezwykły krajobraz. W kierunku wschodnim widać było wyraźne szerokie na kilkanaście km rynny jezior Umboziero i Łowoziero, zaś w kierunku zachodnim rynnę jeziora Wielka Imandra. Widok w stronę południową był zupełnie inny. Zurbanizowany. Tylko między kopalną a spowitym dymem Kirowskiem ciemną plamą rozlało się jezioro Wielki Bubjar.

Strefa tundry

Górna granica lasu w Chibinach przebiega na wysokości ok. 300 - 400 m n.p.m. Powyżej stoki porośnięte są roślinnością tundrową, która jest przystosowana do przetrwania nocy polarnej. Dominuje tu brzoza karłowata oraz tworzące miękkie dywany liczne gatunki mchów. Niskie i niesamowicie skręcone pnie brzóz świadczą o silnych wiatrach, występujących na tym obszarze.

Półwysep Kolski słynie ze zmiennej pogody. W Chibinach ta prawidłowość jest jeszcze bardziej widoczna. Z ciemnych, deszczowych chmur pada intensywny deszcz, a po pół godzinie mocno świeci słońce. Po chwili zrywa się wiatr i znów pada. Podczas naszego pobytu w Karelii, tęcza codziennie pojawiała się na niebie.

Inni ludzie

Oprócz rodzinki biwakującej nad rzeką Partimjok spotkaliśmy tylko jednego młodego Mokwiczanina, który na co dzień pracuje w banku. Naturalne jest, że potrzebuje czasem ucieczki na łono natury. Wędruje przez Chibiny sam, łowi ryby w jeziorach, śpi w namiocie.

W centralnej części Chibin w dolinie rzeki Kunijok znajduje się baza kontrolno-ratowicza. Nie mieliśmy wymaganej w Rosji registracji, więc obawiając się ewentualnej interwencji milicji obeszliśmy bazę szerokim łukiem.

W jednej z dolin trafiliśmy na fragmenty ośrodka, który nigdy nie powstał. Pod jego budowę wyrównano duży obszar ziemi, część wylano betonem, powstały już pierwsze konstrukcje żelazo-betonowe. Dziś wszystko zarasta, a ściany pękają.

Jazda do domu

Ostatnią noc spędziliśmy w wąwozie nad niewielkim jeziorem. Rano zbudziło nas rześkie powietrze, które nocą zsunęło się po stoku do dna doliny. Wiał chłodny wiatr, więc szybko ruszyliśmy w dół, żeby się rozgrzać. Zmarznięci szliśmy długo w cieniu gór. Do Kirowska zostało jeszcze 15 km. Szutrowa droga była pusta, każdy krok wzbijał w górę chmurą żółtego pyłu. Słońce powoli wynurzało się zza grzbietu. Nagle za naszymi plecami usłyszeliśmy samochód, który zatrzymał się tuż obok nas. Ciemna szyba pasażera powoli zsunęła się i ujrzeliśmy za kierownica młodego chłopaka. Bez słowa otworzył drzwi. Zagrzmiało "Red Hot Chilli Peppers". Wsiedliśmy do czarnej Łady. Głośniki na tylniej desce trzęsły się od rezonansu. Miałam wrażenie, że będę świadkiem eksplozji tranzystorów. I wtedy w lusterku ujrzałam niebieskie oczy naszego kierowcy. Nosiły ślady nieprzespanej nocy i zabawy z niedozwolonymi przez społeczeństwo używkami. Ruszył z piskiem, na szczęście nie mógł rozpędzić się na krętej i wyboistej drodze. Po chwili wyciągnął w naszym kierunku dłoń z plastikową butelką piwa "Baltiki". Zakurzył papierosa. "Can't stop" ryczało z głośnika, a młodzieniec wiózł nas w dół doliny do Kirowska. W końcu skręciliśmy z głównej drogi w lewo, potem w prawo i wjechaliśmy naszą Ładą z przyciemnianymi szybami, rycząc hardkorowo, na teren ośrodka Uniwersytetu Moskiewskiego, na środek placu, gdzie właśnie trwała poranna zbiórka studentów. Podaliśmy sobie dłonie i Jura odjechał w kierunku tylko sobie znanym.

A my zabrawszy bagaże pojechaliśmy autobusem do Apatytów, skąd wieczorem odjechaliśmy do Brześcia.

Zdjęcia do artykułu (9)

P7130324.jpgP7140013.jpgP7140015.jpggaraze.jpgkirowsk.jpgkopalnia1.jpgkoplania.jpgnocleg.jpgpomnik.jpg

Więcej z Europy