Geozeta nr 2Azja

Śladami dawnych Mongołów

Piotr PaciorkiewiczMongolia

Gwałtowne pukanie do drzwi przedziału wyrywa nas z niespokojnego snu. To Chińczyk-wagonowy oznajmia piskliwym głosem: "Ułan-Bator za 15 minut". Zrywamy się w pośpiechu aby uchwycić pierwsze widoki miasta już z okna pociągu. Jaka będzie ta Mongolia? Czy pamięta wielkich chanów? Czy pamięta czasy krwawego barona Ungerna von Stenberga, walczącego z armią bolszewicką, ostatniego żyjącego Buddę - Bogdo-chana i uciekających tędy naszych rodaków - F.A. Ossendowskiego i K. Giżyckiego? Oczami wyobraźni widzę przemykające oddziały mongolskich wojowników. Kołyszą się futrzane kołpaki, furkocą w pędzie terłyki, a ziemia wyrywana końskimi kopytami odpryskuje na boki. Przeraźliwy świst strzał, wypuszczonych przez zręcznych mongolskich łuczników, przerywa moją zadumę... Za oknem przemyka zielony step, oświetlany promieniami wschodzącego Słońca. Tu i ówdzie, rozrzucone jakby w nieładzie, stoją białe jurty pasterzy. Między nimi pasą się w spokoju stada bydła, owiec i koni.

Mapa trasy: Śladami dawnych Mongołów
Mapa trasy

Mongolia leży w samym centrum Azji. Zajmuje powierzchnię 1565000 km2 - jest więc ponad pięć razy większa od Polski, ale jeszcze w XIX w. była dwa razy większa niż obecnie - w obrębie jej terytorium znajdowała się spora część Syberii oraz Mongolia Zewnętrzna (region autonomiczny, należący obecnie do Chin). Jedną trzecią tego olbrzymiego obszaru zajmuje pustynia Gobi. Mimo, że są to ziemie nieurodzajne, rośnie tam wystarczająco dużo trawy, aby umożliwić wypas nielicznych stad owiec, kóz i wielbłądów.

Pozostałą część kraju zajmują w większości stepy, na których wypasa się ponad 26 mln zwierząt. Tylko w nielicznych regionach znajdują się lasy, stanowiące mniej niż 10% powierzchni kraju. Jak okiem sięgnąć, linia horyzontu jest przesłonięta górami. Gdzie się nie spojrzy - niższe lub wyższe, porośnięte stepem lub skaliste - ale są. Do najwyższych należą góry Ałtaj (4374 m) na zachodzie i Hangaj (3905 m) w centrum państwa. Między szczytami i wzgórzami Ałtaju widać nieliczne zalesione doliny, ginące w bezmiarze pustych i skalistych gór. Hangaj zaś, gdzie bierze swój początek największa rzeka Mongolii - Selenga, porośnięty jest lasem.

Niewiele wiadomo o pierwszych mieszkańcach tych terenów. Badania archeologiczne w rejonie pustyni Gobi określają znalezione tam ludzkie szczątki na starsze niż 200000 lat. Wczesne chińskie manuskrypty wspominają o ludziach zamieszkujących te obszary już w V lub IV w p.n.e. Chińczycy, którzy mieli z tymi plemionami wiele zbrojnych konfliktów, nazywali ich Xiongnu. Właśnie po jednym z ich najazdów, gdy nomadzi dotarli aż do Żółtej Rzeki, Chińczycy zaczęli budować Wielki Mur, aby zabezpieczyć się przed ponownymi napaściami. Jego pierwszy odcinek powstał już w VI w. p.n.e., a istniejące odcinki połączono w jedną całość w latach 221-210 p.n.e. Jednak już ok. 200 roku przed Chrystusem waleczne plemiona pokonały tę przeszkodę, a nieprzerwane utarczki i zbrojne konflikty z Chińczykami trwały przez następne 200 lat. Dopiero w pierwszym wieku naszej ery Chińczycy powstrzymali najazdy Xiongnu. Spokój nie trwał jednak długo. Zagrożenie przyszło od innych północnych plemion - Xianbei, Toba, Ruruan i Turk.

W roku 744 plemiona Ujgurów, zamieszkujące obecnie autonomiczny okręg Xinjang w zachodnich Chinach, sprzymierzyły się z Chińczykami i opanowały terytorium Mongołów aż do roku 840, kiedy to sami przegrali wojnę z Kirgizami. Ci zaś zostali wyparci przez Kitanów, kontrolujących dużą część północno-wschodnich Chin, wschodnią Mongolię i Mandżurię. Kitanowie zostali definitywnie wyparci z terenów Mongolii w 1122 roku.

Nazwę Mongoł po raz pierwszy zanotowano w czasie panowania chińskiej dynastii Tang (618 - 907 r.). Pochodzenie tej nazwy nie jest bliżej znane. Obejmowała ona pierwotnie plemiona nomadów zamieszkujące obszary dzisiejszej Mongolii. Nie była to jednak jedyna nazwa tych plemion. Równolegle nazywano je Tatarami. Geneza tego określenia jest jednak łatwiejsza do rozszyfrowania. Tatarzy stanowili bowiem jedną z najsilniejszych grup plemiennych tej części Azji. Ich obozowiska znajdowały się w północno-wschodniej Mongolii. Chińczycy, z którymi weszli oni dość szybko w kontakt, zaczęli nazywać Tatarami również inne plemiona mongolskie. Zwyczaj ten szybko się upowszechnił i został przyjęty przez inne ludy, których dosięgły podboje mongolskie, choć właściwi Tatarzy odgrywali w nich znikomą rolę, gdyż w XIII w., w okresie tworzenia się zjednoczonego państwa mongolskiego, zostali prawie całkowicie wytępieni. W tym czasie zaczęła się upowszechniać wspólna nazwa dla wszystkich mieszkańców tworzącego się państwa, których nazywano Mongołami. W Europie jednak przez długi czas funkcjonowała nazwa Tatarów.

Przez wiele stuleci obszary obecnej Mongolii zamieszkane były przez liczne, nie związane ze sobą plemiona. Sytuacja ta uległa zmianie w XII w. W 1162 roku, w ubogiej jurcie, przyszło na świat dziecko o imieniu Temudżyn. On to w wieku czterdziestu lat zdołał zjednoczyć sporą część plemion, a w 1206 roku został obwołany Czengis-chanem - Królem Świata.

Dalsza historia jego narodu jest nam wszystkim bardzo dobrze znana. To on założył stolicę w dzisiejszym Karakorum i rozpoczął wielkie podboje. Dzieło zapoczątkowane przez wielkiego wodza kontynuowali jego synowie i ich następcy. "Wszystkie królestwa, od wschodu do zachodu, zostały dane nam i do nas należą" - powiedział Gujuk, trzeci wielki chan Mongołów.

Potomkowie Czengis-chana stworzyli największe imperium w dziejach ludzkości. Podbili bogate państwo Chorezmu i dotarli do Morza Arabskiego, Bagdadu i Palestyny. Tu dopiero zostali zatrzymani przez egipskich Mameluków. Po zdobyciu Moskwy, miast Buda i Peszt na Węgrzech, dotarli w okolice Wiednia. Kublaj-chan, wnuk Czengisa, ten który założył stolicę swojej prowincji w małym mieście Dajdu (1267 r.) - późniejszym Pekinie, wysłał również flotyllę 1000 statków na podbój Jawy. Mongołowie podbili Koreę i Wietnam oraz nękali atakami, choć bezskutecznie, wyspy japońskie.

Ekspansja tego narodu była bardzo dynamiczna. W ciągu zaledwie jednego wieku opanowali oni prawie cały kontynent. Zmienili życie tysięcy ludzi i wielu narodów. Szybko poruszali się odważni wojownicy. Lekkozbrojna mongolska armia mogła pokonać dziennie dystans nawet do 90 km.

Prędkość i warunki podróży lądem nie zmieniły się diametralnie od tamtych odległych czasów. O ile cel naszej wyprawy nie leży w pobliżu jedynej w kraju linii kolejowej, jesteśmy skazani na długą i męczącą, ale niezwykle ciekawą jazdę, rozpadającym się, radzieckim autobusem lub jeepem. Mongolskie drogi przypominają wyglądem nasze polne trakty. Biegną środkiem stepu, przez rozległe doliny i góry. Wiemy doskonale, że w następnym sezonie możemy ich już w tym samym miejscu nie znaleźć. Zostaną rozmyte i wyjeżdżone w innym miejscu.

Tłoczą się i gniotą podróżni w ciasnych autobusikach, które jadąc z prędkością 20 km/h, trzęsą się niemiłosiernie i wzbijają, dobrze widoczne z daleka, tumany pyłu. Kilkudniowa często podróż odbywa się bez przerwy, tylko z krótkimi postojami na posiłek, który składa się prawie zawsze z baranich pierożków i solonej herbaty z mlekiem. Mimo, że nie należy ona do najsmaczniejszych, ma jedną niekwestionowaną zaletę - skutecznie gasi pragnienie. Na tych kilkadziesiąt godzin autobus staje się nowym domem podróżujących Mongołów, pełnym rozmów, śmiechu i śpiewów. Pękają bariery i uprzedzenia. Pełne radości spojrzenia kierują się w naszą stronę gdy śpiewamy obozowe piosenki.

W czasie takiej podróży czas przestaje się liczyć. Każda okazja aby się zatrzymać, porozmawiać i rozprostować kości jest dobra. Nie ma już znaczenia czy na miejsce dojedziemy według rozkładu czy z kilkugodzinnym opóźnieniem. Nikt tu się o to nie martwi. Dlatego też wszyscy nalegają aby się zatrzymać przy każdym mijanym autobusie. Mongołowie wysiadają, witają się jak starzy znajomi i rozmawiają - nigdzie im się przecież nie spieszy.

Czasy glorii mongolskiego imperium nie trwały długo. Wewnętrzne spory, walka o władzę i ogrom państwa, utrudniający zarządzanie, znacznie je osłabiły. Już w 1350 roku Mongołowie zostali wyparci z Pekinu, a na zachodzie powstało nowe, niezależne od chanów, imperium Tamerlana ze stolicą w Samarkandzie.

Wiek XV obfitował w większości w bratobójcze walki między dwoma największymi plemionami - Chałcha i Ojraci. Dopiero Altan-chan (1507 - 1583 r.) zdołał zjednoczyć Chałcha, pokonać Ojratów i przejąć kontrolę nad większością terytorium. Altan-chan był wyznawcą Lamaizmu i dzięki niemu religia ta stała się państwową, jakkolwiek nie wyparła powszechnego do dziś szamanizmu.

W pojęciu mongolskich szamanistów świat był i jest zamieszkany nie tylko przez ludzi i zwierzęta, ale też przez duchy - wyższe i niższe, dobre i życzliwe ludziom oraz złe i wrogie. Najwyższymi były bóstwo nieba - Möngke Tengri i bóstwo ziemi - Ele Etügen. Ich opieka i pomoc zapewniały szczęście i powodzenie we wszelkich poczynaniach ludzkich. One to prowadziły dzielnych wojowników do zwycięstwa.

Altan-chan jako pierwszy nadał tybetańskiemu przywódcy religijnemu tytuł używany do dziś - Dalaj Lama. W przeciwieństwie do Lamaizmu, który został prawie całkowicie wyeliminowany z życia narodu przez bolszewików w XX w., elementy szamanizmu są często nieświadomie obecne dziś, nawet wśród tych, którzy uważają się za ateistów.

"Jesteśmy katolikami" - odpowiadamy Purewowi, naszemu przewodnikowi, układając się do snu, gdy zapytał nas o stosunek do religii. "A ty?". "Ja jestem niewierzący". Ale już kilka minut potem, poczęstowany przez nas orzeszkami, wrzuca kilka z nich przed spożyciem do ognia. Czyżby dar dla bóstwa opiekuńczego domu? Żona naszego kierowcy, skrapia mlekiem drzwi radzieckiego Uaza, zanim ruszymy w drogę. Nie jeden raz nasi mongolscy towarzysze podróży obchodzili wkoło mijane kopce wotywne - ovoo. Czy chcieli zapewnić sobie w ten sposób opiekę bóstw na dalszą drogę?

Mongołowie to ludzie otwarci. Już za panowania Czengis-chana na jego dworze znajdowali miejsce wyznawcy Buddyzmu, Islamu, a także chrześcijanie (nestorianie).

Atmosfera dużego buddyjskiego klasztoru jest dziś obecna w Ułan Bator tylko w Gandan Hiid. Jest to drugi w kraju, obok Erdenezuu, nie zniszczony przez bolszewików, kompleks klasztorny. W jego obrębie znajduje się szkoła lamaicka i świątynie, z których największa ma 40 m wysokości. Jest doskonale widoczna z każdego miejsca w mieście. Z wnętrza świątyń sączy się jak dym z wszechobecnych kadzideł, dźwięk muzyki, odmawianych mantr i mamrotanych modlitw. Co jakiś czas tę atmosferę spokoju przerywa terkot młynków modlitewnych, poruszanych przez pobożnych pielgrzymów lub podmuch wiatru wprawiający w łopot różnokolorowe, modlitewne flagi. Między wiernymi i turystami spacerują, przesuwając w dłoniach paciorki różańca i w zamyśleniu spoglądając na zaaferowanych przechodniów, dostojni lamowie.

Altan-chan zostawił po sobie pokój z Chinami, nową religię i zjednoczony kraj. Wewnętrzne waśnie rozgorzały jednak na nowo wkrótce po jego śmierci.

Wiek XVIII, aż do rewolucji chińskiej w 1911 roku to okupacja Chińczyków. 1 grudnia 1911 Mongolia ogłosiła niepodległość, ustanawiając Świętym Królem (Bogdo-chanem) 31 Żyjącego Buddę - Jebtsumdamba Hutuktu. Jak się potem okazało był to ostatni żyjący Budda. Lata 1919 - 1921 zmieniły ojczyznę chanów w pole bitwy. Zarówno dla Chińczyków, jak i dla bolszewików, był to łakomy kąsek.

W tym właśnie czasie o niepodległość Mongolii upominał się zbrojnie baron Ungern von Stenberg, walczący i z Rosjanami i z Chińczykami, wcześniej wyparty przez Armię Czerwoną z Syberii, gdzie dowodził antybolszewickim powstaniem. Krwawy generał - tak go nazywano ze względu na wprowadzenie bardzo surowej dyscypliny i ostrego systemu kar oraz brak litości dla przeciwników. Mimo licznych zwycięstw został w końcu pokonany i zmarł w syberyjskim więzieniu. Z nim to i z Bogdo-chanem spotkali się i służyli pomocą Polacy - Ferdynand A. Ossendowski i Kamil Giżycki, podczas ucieczki przed bolszewikami do rodzinnego kraju.

W 1921 roku Rosjanie zdobyli Urgę (obecne Ułan-Bator) i powołali do życia Mongolską Partię Ludową, która była jedyną rządzącą partią przez następne 69 lat, aż do pierwszych demokratycznych wyborów w roku 1990.

Niewiele pozostało do naszych czasów z tej jakże bogatej i burzliwej historii, poza ulotnym wspomnieniem i nielicznymi zabytkami. Należą do nich przede wszystkim klasztory Gandan i Erdenezuu wraz z resztkami stolicy Czengis-chana - Karakorum. Smutny obraz przedstawiają zaniedbane zabytki i miasta - betonowe pustynie, efekt gospodarki planowej i systematycznego niszczenia wszelkich przejawów kultury tego narodu.

Tylko życie pasterzy się nie zmieniło. W siodle, pracując przy wypasie stad, otwarci i życzliwi, znajdują czas, aby usiąść w stepie i razem z nieznanymi przybyszami podziwiać bezmiar przestrzeni. Ciężka praca i trudne warunki egzystencji hartują ducha i ciało. Przeciętny Mongoł spędza większość życia w siodle - dziennie przejeżdża na swoim koniu ok.. 40 km doglądając stad. Obce mu są zdobycze nowoczesnej cywilizacji, choć widok ciężarówki lub motocykla zaparkowanego przed jurtą stał się powszedni.

Dzisiejsze mongolskie mieszczaństwo, w pogoni za dobrami cywilizacyjnymi, nie zwraca już uwagi na tradycję. Konie zostały zastąpione samochodami światowych koncernów Mercedes, BMW, Toyota, a kontemplacja przyrody wyparta przez kolorowe obrazki MTV.

Nawet niedostępne jastrzębie i orliki się ucywilizowały. Śmiało nurkują i wyłapują gołębie między betonowymi blokami.

Więcej z Azji